- Nie będzie to typowa piesza pielgrzymka. Mamy swoje lata, ja mam sztuczne biodro, więc byłoby to niemożliwe. Ale zdecydowanie chcemy podziękować za 25 lat wspólnego dobrego życia w miłości. Bo jeżeli mamy dziękować komuś, to Bogu i Matce Bożej - mówi pan Krzysztof i zdradza kilka szczegółów uroczystości. - Bardzo chciałbym, aby mszę celebrował mój przyjaciel bp Antoni Długosz. Niezwykły człowiek, śpiewający biskup, nagraliśmy kiedyś wspólnie piosenkę "Europo, nie możesz żyć bez Boga" - powiedział Krawczyk "SE"

 

Ćwierć wieku minęło od ślubu, który zawarł w 1987 roku. Te lata, wyznał artysta, bardzo szybko mu zleciały.

 

Krawczyk wspomina, że do ceremonii podjechał autobusem, którym on i zespół wyruszał w trasy, co stanowilo nie lada sensację. Z kolei pani Ewa, ówczesna młoda pani miała w tamtych kryzysowych czasach kłopoty z sukienką; sprowadzała samolotem sukienkę samolotem z Krakowa od swojej krawcowej i miała poważne obawy czy przesyłka dotrze na czas.

 

Zanim jednak doszło do ślubu, artysta - jak mówi - "zdecydował się na proces o unieważnienie wcześniejszego małżeństwa z Grażyną Adamus, swoją szkolną miłością. Trwało to długo i musiał się poddać "ogniowi krzyżowych pytań w sądzie biskupim w Warszawie". - Kiedy proces się zakończył, spocony padłem przed Chrystusem w kościele na kolana. Mówiłem mu, że z tą kobietą, z moją Ewą, chcę spędzić życie, błagałem go o łaskę. Wcześniej byłem okropnym poligamistą, taki był wtedy dziki zwyczaj. Odkąd poznałem Ewę, jestem jej wierny. I to jest miłość, i to jest cud - powiedział Krzysztof Krawczyk.

 

PSaw/se.pl