A jednocześnie Horubała irytuje, wnerwia, wkurza i wreszcie pogrąża w depresji. Nie wiem, jak inni jego czytelnicy, ale ja nie byłem w stanie przeczytać ”Żeby Polska była sexy”. Nie dlatego, że miałem dość tej prozy, bo tak nie było, ale dlatego, że miałem dość malkontenctwa (co gorsza uzasadnionego) Andrzeja. Niemal nikt nie znalazł w jego oczach uznania. I żeby jeszcze atakował tylko obcych, lewaków (oj tym też się dostaje), ale to mu nie wystarcza. On z równą pasją ocenia i swoich. Wencel, Wildstein, Rymkiewicz, ba nawet późny Herbert też nie znajdują w jego oczach uznania. I co gorsza te diagnozy, choć niekiedy wyrażone mocnym językiem, i choć niekiedy dyskusyjne, niestety (dla kondycji polskiej prawicy) bywają diabelnie słuszne.



Rozniesiony w pył trupi patriotyzm



Tak jest choćby z Wenclem czy Rymkiewiczem, którym Horubała stawia twarde pytania i nie szczędzi krytycznych słów. Poeta z Matarni to dla niego ktoś, kto „oddaje się cały we władzę estetyki śmierci i rozkładu”, ale jednocześnie – i to chyba zarzut mocniejszy – poeta, który słowa o Cierpiący Słudze Pańskim z Księgi Izajasza odnosi do antykomunistów i obrońców krzyża. A to już – co mocno podkreśla Horubała – niedopuszczalne. „Jeśli Wencel chce wypowiedzieć apoteozę niezłomnych antykomunistów to jednak niech miarkuje słowa, bo deifikacja powstańców czy obrońców krzyża jest naprawdę rzeczą niedopuszczalną” - wskazuje krytyk. A dalej uzupełnia też niestety nie bez racji: „religia, jaką tworzy Wencel na kartach swojego tomiku, to przecież jakieś zredukowanie świętej historii do wymiarów przeżywania ciągnącej się bez końca narodowej tragedii”.


I choć można dyskutować o tym, czy w swoim przesadzonym emocjonalnym diapazonie Wencel nie stawia słusznych pytań o to, czy odczytujemy jako wspólnota, ale także jako jednostki „znak czasu”, jakim niewątpliwie była dla nas katastrofa smoleńska, to jednocześnie trudno nie dostrzec, że owo odczytywanie musi być dokonywane wewnątrz ortodoksji chrześcijańskiej, a nie w oparach uroczego, ale jednak nie zawsze chrześcijańskiego mesjanizmu wieszczów... Za podobne (tyle, że o wiele mocniejsze, bo nawet nie skażone chrześcijaństwem) pseudomistyczne pogaństwo gromi w swoich tekstach Horubała Jarosława Marka Rymkiewicza, któremu zarzuca zastąpienie rozumu emocjami, niezrozumienie republikanizmu, chrześcijaństwa i niezdrową fascynację śmiercią.



Debatujmy, a nie uprawiajmy apologię



Ale w tekstach obrywa się nie tylko Wenclowi czy Rymkiewiczowi, ale także tuzom polskiej publicystyki i myśli krytycznej. Horubała atakuje ich za to, że zamiast zabrać się za sensowną, ale też krytyczną lekturę powieści Ziemkiewicza czy Wildsteina uprawiają oni marketing. „Gdy czytam rozsiane po prawicowych tytułach zachwyty nad „Doliną nicości” Bronisława Wildsteina zestawiające tę świetną publicystyczną powieść z arcydziełami polskiej literatury, to naprawdę nie wiem, co sądzić o stanie krytyki literackiej. Owszem zrozumiały jest gest obywatelski: zareklamować dzieło, które na pewno warte jest przeczytania. Ale przecież przeczytania właśnie krytycznego” - zauważa Horubała.

/


I sam czyta krytycznie wszystko, co wpadnie mu w ręce. Nie ma dla niego prawicowych (lewicowych zresztą też), ani nawet katolickich świętości literackich, których by nie ruszył, jeśli z furią uzna, że się im należy. Herbertowi, który uchodzi w naszych środowiskach za niemal katolickiego świętego (mimo, hmm, bardzo niekatolickich poglądów i wyborów) przykłada naprawdę bez najmniejszego znieczulenia. Za publicystykę, konflikt z Miłoszem i słabe wiersze. Nie mnie oceniać, czy Horubała ma rację, bo akurat za poezją Herberta nigdy specjalnie nie przepadałem, ale trudno nie zgodzić się z opinią, że nawet mistrzów czytać trzeba z krytycznym namysłem, a nie na kolanach.



Konserwatyzm krytyczny



Swoją literacką „krav magę” (to określenie samego Horubały) uprawia jednak autor „Polska jest sexy” nie dla samej literackiej satysfakcji, ale z głębokiego republikanizmu i patriotyzmu. „... dla mnie patriotyzm to nie tylko pisanie wierszy i esejów o ojczyźnie, ale też ich uważna lektura. I gdy w tłumie żałobników dostrzegam płaczka, który wyraźnie lubi trupy, to wołam: uwaga, niebezpieczeństwo. Może to i boks, może nawet krav maga, ale przede wszystkim działanie w obronie własnej” - stwierdza Horubała. A zaledwie kilka stron dalej w tekście poświęconym Rymkiewiczowi uzupełnia: „... naprawdę nic nie zastąpi normalnego dyskursu, naprawdę upajanie się pieśnią wiedzie nas wszystkich na manowce. Republika wymaga racjonalności”.

/


I podobne zadanie, oczyszczania z nieracjonalnych emocjonalności, niszczenie grupowego myślenia, które zabija samodzielność intelektualną czy nieustannego chowania się w ciepełku własnego środowiska stawia przed sobą Horubała w odniesieniu do samej prawicy. On nie zamierza chwalić kolegów, tylko dlatego, że są kolegami, a jednym z jego nielicznych pozytywnych bohaterów (to miła odmiana po nieustannej jeździe) pozostaje Jan Walc, który nigdy z nikim się nie zgadzał i na zawsze pozostał „pieniaczem”. Trudno nie odnieść tego samego terminu do samego Horubały, który też nie potrafi pogodzić się z nikim i wciąż toczy pianę... Robi to jednak z taką pasją, że aż chce się czytać... I podkreślać, co ciekawsze fragmenty.



Liryczna przeszłość



Byłoby jednak niesprawiedliwością, gdybym na koniec nie wspomniał o swoistym liryzmie Horubały. Objawia się on w nielicznych wspomnieniach czy tekstach, o tych, których Andrzej rzeczywiście docenia. Robert Tekieli, nawet jeśli przedstawiony jest z właściwą autorowi tekstów, złośliwością pozostaje jednak jednym z niewątpliwych pozytywnych bohaterów. Podobnie jest z Ireneuszem Gugulskim – nauczycielem, o którym we wzruszających słowach stwierdza – że chciałby takiego mistrza dla swoich dzieci. I wreszcie ze wspomnieniem Piotra ŻyżylewiczaStopy, które powala wiarą, nadzieją i miłością... A na koniec tekst o św. Faustynie, który jest jakoś podsumowaniem tych wszystkich Horubałowych walk. I jasnym przypomnieniem, że pokój, mądrość, piękno, dobro i miłość znaleźć możemy ostatecznie tylko w Bogu, a nie w środowiskowych pochwałach czy świeckich sukcesach.



Tomasz P. Terlikowski



Andrzej Horubała, Żeby Polska była sexy i inne szkice polemiczne, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2011, ss. 403.