- Gdy jadę pociągiem, to mam wrażenie, że coś się zaraz zepsuje, coś nawali. Nie ma dobrego personelu, wiele rzeczy jest przestarzałych, a tabor z lat 80. Gdy zdarzyła się katastrofa pod Szczekocinami to zaraz pojawiły się głosy aby jej nie wykorzystywać do krytyki rządu, bo to może zaszkodzić w sondażach partii rządzącej. Gdy byłem dziś na dworcu, to nie wiedziano, o której dokładnie pojedzie mój pociąg. Rozkłady są nieaktualne. Raz pociąg się wlecze, a raz bardzo przyspiesza, jakby tory nie były dostosowane do jakiegoś jednolitego ruchu.

 

Miałem konferencję w Krakowie i kolega z Niemiec jechał ze Szczecina do Krakowa pociągiem przez 20 godzin. To są rzeczy w Europie dziś niewyobrażalne. Są błędy systemowe, że Warszawa jest osiągalna, a inne miasta już nie. Mimo budowy autostrad jest prowadzona polityka, która nie łączy kraju. Są metropolie i reszta, która biednieje. To są decyzje nie ekonomiczne ale polityczne. Koleje mają umożliwić podróż w przyzwoitych warunkach, ale tak nie jest. Rozkłady jazdy nie pokrywają się z tymi w internecie. Panuje duży chaos. Nie mówię już o dworcach, które przypominają bieg z bagażem przez przeszkody. Nie ma tu całościowego braku myślenia.

 

Powstaje tylko kraj dla bogatych, młodych i sprawnych. A co zresztą? Czy ci z mniejszymi dochodami nie mogą podróżować w godnych warunkach? - pyta Krasnodębski.

 

Not. Jarosław Wróblewski