- W Polsce pod nazwę faszyzmu, narodowego socjalizmu czy prawicowego radykalizmu wrzuca się dziś wszystko, utożsamiając przy tym te pojęcia. Im bardziej są mętne, tym lepiej nadają się do politycznej instru Tak zakwalifikowano przecież uczestników Marszu Niepodległości. Ludzi, którzy chcieli świętować jako patrioci i konserwatyści przedstawiono jako faszystów.
W Niemczech lewacki ruch antynazistowski jest postrzegany przez Niemców jako coś skrajnego, marginalnego. To jest ekstrema, traktowana podobnie jak traktuje się ekstremę neonazistowską. Uznawana jest za zagrożenie dla demokracji niemieckiej. Czas skrajnej lewicy w Niemczech minął. Skrajne idee lewicowe były popularne w latach 70. Teraz można je spotkać prawie wyłącznie w środowiskach wywodzacych się z dawnego NRD. Wśród studentów dominuje umiarkowany konserwatyzm i realistyczny pragmatyzm, akceptujący liberalizm moralny, ale nie do końca go praktykujący. Zanikły w sposób naturalny stoiska z literaturą maoistowską, trockistowska komunistyczną. Nadal jest dostępna, ale jako coś niszowego. Kółka samokształceniowe czytające Marksa, Lenina nalezą do odległej przeszłosci.
W dzisiejszych Niemczech jest też raczej nie do pomyślenia, aby poglądy lewackie przebijały się do elity i by otwarcie lewacką ekstremę popierali celebryci. W Polsce politycy i celebryci jak Ryszard Kalisz, Jacek Żakowski czy Kazimiera Szczuka obnosili się 11 listopada ze swoją lewicowością. W Niemczech nikt lewicowych z polityków czy publicystów nie popierałby skrajnej lewackiej manifestacji, blokady, która szła na konfrontację uliczną. Tymczasem skrajny „antyfaszyzm” jest promowany w Polsce, która tak kiedyś dumna była ze swej pionierskiej roli w obaleniu komunizmu.
Jak skomentowano 11 listopada w niemieckich mediach? Z satysfakcją pokazywano zdjęcia jak policja aresztuje polskich nacjonalistów, broniono niemieckiej Antify, z sympatią pisze się o działalności „Krytyki Politycznej”. O zablokowaniu przez nich defilady nie pisano. Przedstawienie Polski jako kraju zagrożonego przez siły skrajnie prawicowe jest Niemcom na rękę. I natrafia na dobry grunt historyczny. Oni przecież nie odróżniają Dmowskiego od Piłsudskiego. I jeden i drugi to w oczach Niemców nacjonaliści i przynajmniej „półfaszyści”. AK też uchodziła za najonalistyczną i niemal faszystowską. Już sam fakt, że chcemy żarliwie świętować swoje narodowe święto można kwalifikować jako nacjonalizm, a gdy jeszcze się pokaże kilku w marszu z wygolonymi głowami, to już nie wiele trzeba, by rozbudzić najgorsze emocje - podsumowuje Krasnodębski.
Not. Jarosław Wróblewski

