- W Niemczech wśród obywateli panuje daleko idący sceptycyzm wobec pomysłów Europy jako federacji państw. Dlatego, że trzeba będzie za to będzie zapłacić - także własną suwerennością. Ich entuzjazm sprzed 10 lat zdecydowanie osłabł. Wtedy taki pomysł przedstawiał Joschka Fischer. Niemcy definiują się dziś poprzez silną gospodarkę. Nawet ich tożsamość narodowa była dotąd przede wszystkim gospodarcza. Europy jako federacji przeciwna część niemieckiej elity, bo chcieliby zmusić inne kraje do finansowej dyscypliny, a nie płacić za jej nieodpowiedzialne rządy.
Jeśli chodzi o mocarstwowość Europy to Niemcy mają ciągle w pamięci traumę z przegranej I i II wojny światowej. Niewygodne jest powiedzieć obywatelom Niemiec: jesteśmy silni, dominujemy, inni nam podlegają. Doświadczenie, że ten silny prężny kraj dwukrotnie został pokonany przez koalicję słabszych państw europejskich gdy sięgał po władzę w Europie, jest ciągle żywe. Niemcy wyciągnęli z tego następującą lekcję: nie chcą znaleźć się w sytuacji, że wszyscy będą przeciwko nim tak na Wschodzie jak i na Zachodzie. Szukają więc sojuszników.
Dlatego tak ważna była dla nich deklaracja ministra Sikorskiego. Nawet dzisiaj w jednej z głównych niemieckich gazet przypomniano słowa Sikorskiego, że „Niemcy są niezbędnym narodem”, że uznał ich przywództwo, dominację. To będzie dominacja miękka, tłumaczona dobrem innych. Wczoraj słuchałem audycji radiowej, gdzie dociekliwy dziennikarz zapytał niemieckiego polityka, czy to nie mamy do czynienia z hegemonią Francji i Niemiec? Ów polityk odpowiedział, że nie, bo wszystko, co się robi, robi się jedynie dla dobra Europy. Przejęcie władzy w Europie nie będzie się dokonywało pod hasłami nacjonalistycznymi, z podkreślaniem własnych interesów, lecz będzie usprawiedliwiane koniecznością przywództwa, reformy gospodarczej, odpowiedzialnej władzy, zaakceptowania przez innych rozsądnych rozwiązań czy konsekwentnych działań w imieniu dobra Europy. Każdy polityk, który będzie się temu sprzeciwiał czy buntował będzie marginalizowany, a kto będzie takie działania wspierał będzie wspierany jak np. Donald Tusk, który bez poparcia Niemiec zapewne długo nie utrzymałby swojej władzy - dodaje Krasnodębski.
Not. Jarosław Wróblewski

