- Od dłuższego czasu było wiadomo, że Hannover był symbolem uwikłania polityków w lokalne układy. Do pewnego czasu udawało się to tłumić. Jednak gdy wybuchł skandal to nawet ci mniej odważni dziennikarze piszą o tym bez lęku. Ważnym aspektem tej sprawy jest też to, że obecny prezydent Niemiec jeszcze jako premier Dolnej Saksonii, zataił przed parlamentem fakt wzięcia prywatnej pożyczki pół miliona euro od żony zaprzyjaźnionego z nim biznesmena. Przed publikacją Wulff zadzwonił do redaktora naczelnego „Bilda” i próbował wywrzeć na niego nacisk. To wywołało krytykę Niemców, że prezydent, który ma stać na straży konstytucji naruszył wolność słowa.
Prawidłowo myślący dziennikarz tak w Niemczech jak i w Polsce nie zmienia swoich poglądów bo zmienił się rząd. Trzeba pisać prawdę mimo różnych ograniczających mechanizmów. One występują wszędzie, ale nie do pomyślenia jest w Niemczech takie wypieranie dziennikarzy z przestrzeni publicznej jaki dokonuje się w Polsce, w telewizji publicznej czy prasie, gdzie przecież całe tytuły prasowe są czyszczone z dziennikarzy - dodaje Krasnodębski.
Not. Jarosław Wróblewski

