Przypadek ze Świdnicy pokazuje, że mamy do czynienia z rażącą dyskryminacją. Dlaczego lekarze, a nawet pielęgniarki mogą się powoływać na klauzulę sumienia, a aptekarze nie? Farmaceuci są dziś po prostu stawiani pod ścianą, mają wykonywać nakaz lekarza, który wypisuje receptę na, załóżmy, środki antykoncepcyjne czy wczesnoporonne.
Aptekarzy nie ma kto bronić. Aczkolwiek rezolucja Rady Europy była wyraźnym sygnałem wysłanym do tych wszystkich krajów, które jeszcze nie uregulowały kwestii klauzuli sumienia dla farmaceutów. Ta klauzula powinna być poszanowana wszędzie, ale zwyczajny konformizm sprawia, że w imię interesów klienta aptekarz są tego prawa pozbawieni.
Myślę, że obecna propozycja ustawodawcza umożliwiająca farmaceutom powoływanie się na klauzulę sumienia, jest tym bardziej potrzebna, że takie sytuacje, jak przypadek ze Świdnicy pojawiały się już wcześniej. Trzeba pamiętać, że ten projekt nie wyklucza całkowicie możliwości sprzedawania środków antykoncepcyjnych czy nawet wczesnoporonnych, ale szanuje wolność sumienia każdego człowieka. Przecież uważamy się za kraj cywilizowany, dlaczego więc nie szanujemy prawa człowieka do wolności sumienia w przypadku aptekarzy? Farmaceutów zmusza się do tego, by spełniali wymagania klientów. Ci, którzy nie mają oporów w kwestii sprzedawania środków antykoncepcyjnych – proszę bardzo, ale ten poszczególny farmaceuta, który ze względu na swoją wiarę nie chce tego robić, powinien mieć prawo do odmowy zgodnie z własnym sumieniem.
Mówimy dziś o autonomii sumienia, zarówno pacjenta, jak i lekarza, każdego człowieka. Dlaczego mielibyśmy nie chronić prawa do tejże autonomii właśnie aptekarzy?
Myślę, że agresywnym reakcjom na odmowę sprzedaży środków antykoncepcyjnych towarzyszy z jednej strony lęk, że dostęp do tego medykamentu zostaje danej osobie znacznie ograniczony, a z drugiej strony, jest to jakiś wyrzut sumienia, sygnał wysłany do człowieka, zamierzającego brać te środki, że robi coś złego. „Przypomnij sobie, co na ten temat mówi Kościół, etyka życia osobistego”. Myślę, że właśnie stąd bierze się taka agresja, że ktoś komuś daje sygnał, ostrzega przed niemoralnym postępowaniem. Klienci się wściekają, bo czują, że to zagrożenie dla ich autonomii moralnej, dla wolności. Owszem, każdy chce, by jego autonomia była uszanowana, ale nie można broniąc swojej własnej autonomii naruszać wolności drugiej osoby. Trzeba tu przypomnieć podstawy Konstytucji Europejskiej, które mówią, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Uszanujmy tę wolność we wszystkich wymiarach.
Jeśli chodzi o relacje klient – aptekarz, to mam wrażenie, że próbuje się ingerować w czyjeś wybory moralne, bo przecież nie można inaczej nazwać zmuszania kogokolwiek do zrobienia czegoś wbrew własnej woli. Przecież odmowa sprzedaży nie oznacza, jak już wspomniałem, całkowite ograniczenie dostępu do danych medykamentów. Przecież zawsze znajdą się aptekarze, którzy będą sprzedawać takie środki. Interes kwitnie, a przecież pieniądze napędzają ten biznes.
Not. Marta Brzezińska

