Dlaczego Prezydent USA powiedział, że w Polsce były polskie obozy śmierci?

 

- Obama powiedział tak dlatego, że wie bardzo mało o Europie i II wojnie światowej. Wpada w schematy, upowszechnione i uważane za naturalne i co gorsza nośne wyborczo. W roku kampanii reelekcyjnej wszystko to, co mówi jest podporządkowane wyborom i przygotowywane przez strategów i taktyków od wygrywania wyborów. Schemat że istniały polskie obozy śmierci, że toczyła się wojna miedzy bliżej nieokreślonym ruchem oporu, a jakimś złem, do końca nie wiadomo jakim, które masowo zabijało Żydów - to dosyć popularne amerykańskie myślenie. Stanięcie Obamy po „dobrej stronie mocy” - celowo użyłem określenia z „Gwiezdnych Wojen” - zostało sprowadzone do prymitywnego poziomu i tak bardzo oderwane od rzeczywistości II wojny światowej.

 

Powinny być głośne protesty prezydenta Komorowskiego i ministra Sikorskiego?

 

- Oczywiście, że powinny być protesty władz państwowych na różnych szczeblach. Nie tylko protesty, ale skuteczna akcja. W Polsce jest kult protestów, gdzie powiemy stanowczo, wyrazimy swoje zdanie ale prawie nikt tego nie usłyszy, ale my będziemy zadowoleni, że zabraliśmy głos. To jest za mało. Potrzebna jest duża skuteczna akcja prowadząca do odrzucenia tego schematu. Trzeba zatrudniać do tego najlepsze firmy od PR w USA, tak jak robią to inne państwa. Wykorzystajmy potężną siłę wyborczą Polonii, która głosuje i to nie może być jednorazowa, ale długofalowa zaplanowana akcja. Jeśli Obama i jego sztabowcy, dowiedzą, się, że grozi im utrata dziesiątek czy setek tysięcy polskich głosów, zwłaszcza w tych stanach gdzie niewielka grupa wyborców może przeważyć szalę zwycięstwa, jak Floryda, Pensylwania, czy Ohio – to zastanowią się nad tym.

 

Czy Jan Karski obraziłby się na Obamę za wypowiedziane przez niego kłamstwo?

 

- Mój doktorat, i całe wykształcenie politologiczne czy amerykanistyczne uzyskałem na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, gdzie profesorem przez kilkadziesiąt był lat Jan Karski. Jako student znałem go osobiście. Obama wspomniał, że Karski był profesorem na początku swojej nieszczęsnej przemowy, ale Karski nie byłby z pewnością zadowolony ze słów Obamy o polskich obozach. Karski powtarzał zawsze, że wykonywał misję dla Polski, Polskiego Państwa Podziemnego, władz Rzeczpospolitej w Londynie i Armii Krajowej. O tym wszystkim Obama milczał, tak jakby Karski był samotnym szeryfem, który przeciwstawia się w złu w małym miasteczku. Karski jego interpretację stanowczo by odrzucił.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski