Chociaż organizacja religijna została oficjalnie aprobowana przez szwedzki rząd tuż przed Bożym Narodzeniem, to piractwo komputerowe w Szwecji – podobnie jak w wielu innych krajach - jest nadal nielegalne. Wprawdzie, kopiniści nie promują wprost ściągania plików z sieci, to jednak najważniejszą dla nich wartością jest otwarty przepływ informacji dostępny dla każdego. Wyznawcy nowej religii twierdzą, że informacja – choć posiada wartość sama w sobie – to dopiero podczas kopiowania i rozsłoneczniania rośnie jej znaczenie. Stąd akt dokonywany przez kliknięcie ctrl+c oraz ctrl+v stanowi centrum egzystowania wspólnoty.

 

- Uznanie przez rząd Szwecji nowej religii jest krokiem milowym dla wszystkich kopinistów – stwierdził Gustav Nipe, przewodniczący kościoła. - Mam nadzieję, że to kolejny krok uczyniony w stronę chwili, w której będziemy mogli przeżywać naszą wiarę bez strachu przed prześladowaniami - dodał.

 

Sceptycy nowej religii są przekonani, że zrobienie kościoła kopinistów to nie jest metoda na zwalczanie globalnej fali piractwa. - To kompletne oderwanie od rzeczywistości, bardziej odzwierciedla to szwedzie normy społeczne, aniżeli szwedzki system prawny – komentuje analityk Mark Mulligan i dodaje, że stworzenie Kościoła kopinistów nie oznacza legalizacji ściągania plików. Podobnie, jak uznanie religii „Jedi” nie oznacza, że ulice zalegną ludzie ze świetlnymi mieczami.

Kościół kopinistów liczy już ponad trzy tysiące wyznawców, a jego wspólnoty powstały w Rosji, Kanadzie, Francji, USA, Danii i Rumunii. Powstanie kościoła kopinistów w Szwecji zbiegło się w czasie z zaostrzeniem rządowej polityki zero tolerancji wobec zjawiska internetowego piractwa. Zamiast walki z pojedynczymi piratami, Szwedzi zamierzają skupić się na ogólnym zwalczaniu zjawiska i systemu, który sprzyja piractwu. 

 

Wariatów i pomniejszych figlarzy zakładających kolejne "kościoły" nie brakuje w żadnym kraju - weźmy choćby "sukces" czeskich "wyznawców Jedi", których za południową granicą jest więcej niż Romów. Problem w tym, żeby z automatu nie nazywać czegoś takiego wyznaniem ani Kościołem. Dlatego właśnie pochwalaliśmy nową kościelną ustawę jaką przeforsował rząd Orbana na Węgrzech, wedle której jedynie 18 kościołów ma status prawny związku wyznaniowego. Państwo powinno mieć możliwość oceny co jest prawdziwym kościołem, a co tylko szopką bądź maszynką do robienia pieniędzy.

 

eMBe/PSaw