- Pomysł, że płeć jest czymś niezmiennym, danym przez Boga, a wszelkie próby zmieniania tego są z nadania szatana, już się skompromitował w XIX w., gdy zaczęła się walka o prawa wyborcze kobiet – oznajmiła Agnieszka Graff, która niestety nie wyjaśniła, w jakiż to cudowny sposób zamierza ona wyzwolić się ze swojej biologiczności. - Wtedy właśnie kaznodzieje różnych religii twierdzili, że to zamach na prawa boskie. Język, którym dziś się posługują polscy biskupi, to pieśń przeszłości nawet w Watykanie - wystarczy posłuchać, co mów Franciszek... - podkreśla.
Ale chwilę potem potwierdza, że gender ma korzenie ideologiczne, i że nie jest neutralne. - Nie można udawać, że gender to termin neutralny światopoglądowo, wywodzi się przecież z poglądu liberalnego, który bierze pod uwagę prawo i potrzeby jednostek do kształtowania własnego życia, do podejmowania wyborów i do życia w zgodzie ze swoją tożsamością, pewnym zróżnicowaniem. Nie jesteśmy wszyscy tacy sami i Kościół powinien już się z tym oswoić – podkreśla.
I na koniec smaczek. Graff oznajmia, czym Kościół zajmować się powinien. - Gdyby Kościół otrząsnął się z anachronicznych wyobrażeń o płci, z przekonania, że jest czymś stabilnym i niezmiennym, byłoby mu po drodze z niektórymi wątkami myśli genderowej. Przecież Kościół jest instytucją, która ma działać na rzecz sprawiedliwości na świecie - także tej genderowej – dodaje.
TPT/Wyborcza.pl
