W niedzielę w polskich kościołach na wszystkich Mszach św. odczytany został Komunikat Prezydium KEP w sprawie pełnej ochrony życia człowieka (http://episkopat.pl/dokumenty/pozostale/7251.1,Komunikat_Prezydium_KEP_w_sprawie_pelnej_ochrony_zycia_czlowieka.html). Do skandalicznej sytuacji z tym związanej doszło w kościele św. Anny w Warszawie. Grupa kobiet – kiedy czytano Komunikat – zaczęła głośno protestować, po czym opuściła świątynię.

Na jednym z portali pewna feministka i genderystka napisała:  Ja na przykład, w ramach protestu zamierzam wyjść z kościoła jeśli list episkopatu będzie odczytywany.

Czy tak zrobiła? Może to ona był w grupie tych kobiet w kościele św. Anny? Tego nie wiem. W odpowiedzi na jej wpis napisałem jej: Naprawdę mała strata. Chrystus za młodzieńcem, który wolał bogactwo od Jego nauki (Mt 19,16-22), albo za zdrajcą Judaszem (J 13,27) też nie poleciał i ich nie powstrzymywał. :-)

Już słyszę te głosy oburzenia „otwartych” i „miłosiernych”, że tak nie postępuje duszpasterz! Jednak niestety ci „oburzeni” niech lepiej poczytają Ewangelie, bo widać kiepsko albo wybiórczo znają moralne nauczanie Jezusa. Wymagania, jakie On stawiał i wobec swoich uczniów i tych, którzy chcą iść za Nim.

Najpierw trzeba pamiętać, że Pan Jezus NIKOGO na siłę do zbawienia nie ciągnął. Zawsze pytał: jeśli chcesz? A następnie wymagał zaparcia się samego siebie (Łk 9,23). Słowa te – jak nauczał św. Jan Paweł II -  wyrażają pewien radykalizm wyboru, który nie dopuszcza zwłoki i odwrotów. To twardy wymóg, który zrobił wrażenie nawet na samych uczniach, a w ciągu stuleci powstrzymał wielu mężczyzn i kobiet od naśladowania Chrystusa. Lecz właśnie ten radykalizm przyniósł również cudowne owoce świętości i męczeństwa, które umacniają na przestrzeni czasu drogę Kościoła. I dzisiaj słowa te wydają się być jeszcze skandalem i szaleństwem (por. 1Kor 1,22-25). A jednak to z nimi należy się skonfrontować, skoro droga, którą wyznaczył Bóg dla swojego Syna, jest tą samą, którą winien przebyć uczeń decydujący się Go naśladować. Nie ma dwóch dróg, ale tylko jedna: ta przebyta przez Mistrza. Uczniowi nie wolno wyszukiwać innej. (http://papiez.wiara.pl/doc/378822.Jesli-kto-chce-isc-za-mna-niech-sie-zaprze-samego-siebie-niech/2)

Jeśli komuś nauczanie Kościoła nie pasuje, to powinien odejść. Tak jak odeszli niektórzy uczniowie (por. J 6,60-67). Chrystus ich nie zatrzymywał, nie przekonywał. Nie powiedział: poczekajcie, może coś da się zmienić w moim nauczaniu

Może taki człowiek po pewnym czasie przemyśli swoje postępowanie i jak syn marnotrawny skruszony powróci. Kościół jak Ojciec będzie na niego czekał z otwartymi ramionami wskazując najpierw konfesjonał z sakramentem Bożego Miłosierdzia.

Chrystus potrafił być twardy w słowach! Zwłaszcza wobec tych, którzy nie chcą słuchać Kościoła pomimo napomnień: A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! (Mt 18,17).

Ojoj jaki ten Pan Jezus był niedobry! A przecież te protestujące w kościele św. Anny kobiety, to chciałyby aby Pan Jezus każdego do serduszka przytulił, po główce pogłaskał i powiedział: idź sobie i grzesz dalej. Dalej zabijaj dzieci. Wszystko jest OK!

Tylko, że niestety to już nie jest Kościół Jezusa Chrystusa. On przygarnia każdego grzesznika, tylko ten musi jednak najpierw powiedzieć: zgrzeszyłem przeciw Bogu. Do jawnogrzesznicy, której nie potępia, ale jednak mówi: idź nie grzesz już więcej (J 8,1-11). Mówi tak, gdyż widzi jej skruchę. Tak samo jak i do uzdrowionego, który widać miał coś na sumieniu: Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5:1-16).

Jednym słowem Kościół Chrystusa nie jest dla mięczaków, którzy chcą Ewangelie i nauczanie Kościoła „rozcieńczać”, „przykrajać” do swoich potrzeb, do swojego grzesznego życia. Kościół jest wspólnotą grzeszników! Ale grzeszników nawracających się! Tych, którzy w duchu posłuszeństwa i miłości do Chrystusa i Jego Kościoła toczą duchową walkę ze swoimi słabościami i grzechami.

Na zakończenie jeszcze raz przywołam słowa św. Jana Pawła II, który tak mówił:

„Niech się zaprze samego siebie”. Zaprzeć się samego siebie oznacza wyrzec się swoich planów, często ograniczonych i małostkowych, aby przyjąć ten Boży: to droga nawrócenia, nieodzowna dla życia chrześcijańskiego, która apostoła Pawła doprowadziła do stwierdzenia: „Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).

Jezus nie żąda wyrzeczenia się życia, ale przyjęcia go w takiej nowości i pełni, którą tylko On dać może. Człowiek w głębi swojego jestestwa zakorzenił tendencję do „myślenia o sobie samym”, umieszczania własnej osoby w centrum spraw jako miary wszystkiego. Kto naśladuje Chrystusa odrzuca jednak to koncentrowanie się na sobie samym i nie ocenia rzeczy w oparciu o własne korzyści. Przeżywa swoje życie w kategoriach daru i bezinteresowności, a nie zdobyczy i posiadania. Życie prawdziwe wyraża się bowiem w darze z siebie, co jest owocem łaski Chrystusa: życie wolne, we wspólnocie z Bogiem i z braćmi (por. Gaudium et spes, 24).

Jeśli życie w gronie uczniów Chrystusa staje się najwyższą wartością, wówczas wszystkie inne sprawy znajdują w zależności od tego swoje należne miejsce i znaczenie. Kto zaś opiera się jedynie na dobrach ziemskich, okaże się przegranym, pomimo pozorów sukcesu: śmierć porwie go z całym stosem rzeczy, ale z życiem zupełnie nieudanym (por. Łk 12,13-21). Wybór jest więc pomiędzy być i mieć, pomiędzy życiem w pełni i istnieniem pustym, pomiędzy prawdą i kłamstwem (Tamże).

I jeszcze jeden cytat św. Jana Pawła II ze specjalną dedykacją dla tych protestujących kobiet i wszystkich zwolenniczek i zwolenników mordowania dzieci:

Umiłowani Bracia i Siostry, bądźcie solidarni z życiem. Wołanie to kieruję do wszystkich moich rodaków bez względu na przekonania religijne. Do wszystkich ludzi, nie wyłączając nikogo. Z tego miejsca jeszcze raz powtarzam to, co powiedziałem w październiku ubiegłego roku: "naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości". [Wierzcie, że nie było mi łatwo to powiedzieć. Nie było mi łatwo powiedzieć to z myślą o moim narodzie, bo ja pragnę dla niego przyszłości, wspaniałej przyszłości.] Potrzebna jest więc powszechna mobilizacja sumień i wspólny wysiłek etyczny, aby wprowadzić w czyn wielką strategię obrony życia. Dzisiaj świat stał się areną bitwy o życie. Trwa walka między cywilizacją życia a cywilizacją śmierci. Dlatego tak ważne jest budowanie "kultury życia": tworzenie dzieł i wzorców kulturowych, które będą podkreślały wielkość i godność ludzkiego życia; zakładanie instytucji naukowych i oświatowych, które będą promowały prawdziwą wizję osoby ludzkiej, życia małżeńskiego i rodzinnego; tworzenie środowisk wcielających w praktykę codziennego życia miłość miłosierną, którą Bóg obdarza każdego człowieka, zwłaszcza cierpiącego, słabego i ubogiego, [nienarodzonego] (Kalisz dn. 4 czerwca 1997 r.).

dk. Jacek Jan Pawłowicz