Jak informuje "Rzeczpospolita", z najnowszej interpretacji Izby Skarbowej w Warszawie wynika, że uzyskane przez osoby zniżki będą traktowane jako zwykła korzyść majątkowa, którą trzeba opodatkować. Co to oznacza dla rodzin? Po prostu, będą musiały zapłacić podatek od uzyskanych od gminy bonusów.

 

Sprawa jest na tyle absurdalna, że jednym chórem przemówili nagle samorządowcy, działacze społeczni, a nawet minister pracy. Władysław Kosianiak-Kamysz, bo o nim mowa, już zapowiedział, że przyjrzy się sprawie. - Jeśli faktycznie rodzinom wielodzietnym grozi podatek za korzystanie z Karty dużej rodziny, będę rozmawiał z resortem finansów o zmianie przepisów –  mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

 

Wygląda na to, że przyjazne gesty wobec dużych rodzin okazały się zwykłą farsą i to znacznie szybciej, niż mogłoby się wydawać. Jest tylko jeden pozytyw, jaki płynie z zakusów fiskusa: teraz już nikt nie powinien mieć złudzeń, że zapowiadane przez wicepres ZUS "bykowe", to tylko próba znalezienia kolejnej ofiary państwowego lewiatana od której można wyszarpać pieniędze.

 

Prawdziwa polityka prorodzinna, a nie janosikowa hucpa, wciąż nie funkcjonuje.

 

Aleksander Majewski