Pytanie nie wynika z chęci porównania lidera partii Wolność i Praworządność do narodowo-socjalistycznego dyktatora. Sam zresztą, w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi, powiedział w dniu wyborów: - Czekamy na kryzys. Proszę porównać wyniki Adolfa Hitlera przed i po 1929 roku. Jeszcze nadejdzie dzień, kiedy ostatni demokrata zostanie powieszony na kiszkach ostatniego socjalisty.
A mimo notorycznego szokowania (a być może dzięki niemu) w tegorocznych wyborach prezydenckich uzyskał najlepszy wynik w historii. Do tej pory konserwatywny liberał wygrał tylko jedne wybory: został posłem w 1991 roku, jako jeden z trzech polityków UPR. Dwa lata później, mimo uzyskania najwyższego wyniku wyborczego Unii w historii (3,2 proc. głosów), nie wszedł do sejmu, z powodu funkcjonowania już progu wyborczego. W kolejnych wyborach albo startował w różnych koalicjach (to z PO, to z LPR), albo wystawiał samodzielną listę, bądź kandydował na prezydenta – bezskutecznie, uzyskując pomiędzy 1 a 2 proc. głosów. W tym roku zagłosowało na niego 2,46 proc. wszystkich wyborców, zajął także czwarte miejsce, wyprzedzając urzędującego wicepremiera, Waldemara Pawlaka. Czy wieczny przegrany, jakim jest założyciel Unii Polityki Realnej, wykorzysta tę sytuację do budowy silnego środowiska i tym razem przekuje ją na rzeczywiste sukcesy w kolejnych wyborach?
Korwin – reaktywacja?
- Pojawiła się nowa grupa wyborców, prawdopodobnie głosująca wcześniej zarówno na PO, jak i na PiS, która postawiła na Korwina – pisze w komentarzu redaktor naczelny założonego przez prezesa WiP tygodnika „Najwyższy Czas!”, Tomasz Sommer. - Można założyć, że w zbliżających się jesiennych wyborach samorządowych oraz w wyborach parlamentarnych, które odbędą się za rok (a może nawet szybciej – PO zastanawia się podobno nad terminem majowym) efekt znużenia dwoma głównymi partiami pogłębi się i przepływ ten będzie jeszcze większy. Oznacza to w sumie, że wkrótce organizacja firmowana przez JKM będzie mogła liczyć na ponad milion głosów – dodaje.
Wśród wyborców Korwina (według sondażu exit polls dla TVN) są przede wszystkim ludzie młodzi (między 25 a 34 rokiem życia), ze średnim i wyższym wykształceniem, z dużych miast (powyżej 500 tysięcy mieszkańców) i mężczyźni. Ciekawostką jest, że najlepsze wyniki osiągnął w tych województwach, w których powódź wyrządziła największe zniszczenia – małopolskim, mazowieckim, podkarpackim i lubelskim. Dwa ostatnie regiony tym bardziej stanowią zagadkę, gdyż w nich właśnie ugrupowania kierowane przez Korwina zazwyczaj miewały wyniki poniżej średniej krajowej. Czyżby zadziałało w tym wypadku nawoływanie do „wzięcia kijów i pogonienia tych polityków”, które kierował do powodzian?
Instytucja
Janusz Korwin-Mikke z organizacyjnego punktu widzenia ma dość słabą pozycję wyjściową. Jego środowisko jest podzielone na trzy partie – kierowaną przez niego Wolność i Praworządność oraz oskarżające się nawzajem o uzurpację dwie Unie Polityki Realnej, kierowane przez Stanisława Żółtka i Magdalenę Kocik. - Te wybory pokazały, że coś takiego, jak WiP, czy UPR, nie istnieje. Istnieje tylko Korwin – twierdzi w rozmowie z portalem Fronda.pl publicysta Rafał A. Ziemkiewicz, który w latach 90-tych XX wieku był rzecznikiem prasowym ówczesnego prezesa UPR. - W tych wyborach otrzymał premię od wyborców za wytrwałość, jego istnienie jako instytucja zostało docenione – dodaje.
Ziemkiewiczowi nie wydaje się jednak, by jego sukces stanowił wielki kapitał polityczny na przyszłość. - Oczywiście teoretycznie jest to możliwe. Jednak 2,5 proc. to za mało, by móc liczyć na wejście do parlamentu, a na więcej go nie stać. O ile znam Korwina, nie jest on zdolny do tworzenia organizacji, która byłaby gotowa do bliższej współpracy z kimkolwiek innym, lub do wejścia do którejś z większych partii i stworzenia silnego, libertariańskiego skrzydła – uważa pisarz.
Powtórzyć wynik zachodnich konserwatywnych liberałów
Czy rzeczywiście prezesa WiP nie stać na lepszy wynik, niż 2,5 proc? Przecież w ostatnich wyborach w państwach takich, jak Czechy, Belgia czy Holandia, ugrupowania o mocno wolnorynkowym przekazie zyskiwały zaskakująco dobre wyniki. Także te ugrupowania o „wodzowskim” systemie władzy i kierowane przez ekscentrycznych liderów (Partia Wolności Geerta Wildersa, czy TOP 09 Karela Schwarzenberga). - W ramach polskiego, radykalnie spolaryzowanego systemu politycznego nie ma miejsca na kolejną partię. Korwin próbuje siedzieć okrakiem między oboma głównymi partiami, ale niezbyt mu to wychodzi – twierdzi Ziemkiewicz. Wtóruje mu były prezes UPR, Stanisław Wojtera, który został wyrzucony z partii, gdyż próbował zawrzeć sojusz z PiS przed wyborami w 2005 roku. - To ciekawa i barwna osobowość. Na polskiej scenie politycznej istnieją dwa duże bloki, będące konglomeratami postaci i poglądów. Próba działania w ich ramach byłaby skuteczniejszym pomysłem – mówi portalowi Fronda.pl.
Janusz Korwin-Mikke słynie z ekscentrycznych zachowań i wypowiedzi. Wyborcy znają go mniej z jego poglądów, a bardziej z wypowiedzi na temat demokracji (jest monarchistą), kobiet (które jego zdaniem nie nadają się do polityki), niepełnosprawnych (poddaje w wątpliwość sens ich wspólnego uczenia się z dziećmi zdrowymi), czy gwałtów (jego zdaniem są one korzystne dla społeczeństwa podczas wojny, ponieważ wtedy rodzą się dzieci z silniejszych ojców). Wielu jego zwolenników od lat twierdzi, że powinien zmienić swoją retorykę, a także odradykalizować program. - By osiągnąć sukces, musi wykazać się koncyliacyjnością, której mu brakuje. Także ogranicznyć uderzanie w populistyczne tony. Czasy populistów minęły, poza tym elegancki mężczyzna w muszce nie jest w tym tak wiarygodny, jak Andrzej Lepper, wywożący ludzi na taczkach – uważa Wojtera.
Innego zdania jest przyjaciel Korwina-Mikke i jego wieloletni współpracownik, publicysta Stanisław Michalkiewicz. - To jego radykalny program przyciąga wyborców. Gdyby go zmienił, odeszliby od niego wyborcy, a nowi by nie przyszli, bo po co, skoro mają już wystarczająco dużo socjalistów do wyboru? - uważa felietonista Radia Maryja w rozmowie z portalem Fronda.pl.
Sukces polityczny? A po co?
Michalkiewicz twierdzi, że lider WiP nie ma szans na uzyskanie lepszego wyniku. - Nie pokładam zbytniej wiary w autentyczność wyborów. W Polsce rządzą tajne służby, które dopuszczają pewien margines, w którym mieści się Janusz Korwin-Mikke – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl. Ewentualny sukces mógłby się dla niego zresztą źle skończyć. - Jakby próbował poszerzyć ten margines, to zostałby zamordowany. Skoro morduje się prezydentów i generałów, to co dopiero mówić o politykach pośledniejszego płazu – dodaje były prezes UPR. Dodaje jednak, że Janusz Korwin-Mikke będzie się jego zdaniem starał o sukces w kolejnych wyborach, tym razem samorządowych. Przecież założył partię polityczną (WiP), a ta ma to do siebie, że szuka zwycięstwa w wyborach.
Bez względu na to, czy środowisku Korwina uda się osiągnąć sukces polityczny, czy nie, swój cel, zdaniem Rafała A. Ziemkiewicza, już osiągnął. - Być może będzie próbował uskuteczniać typowe dla siebie kombinacje, na przykład utworzyć wspólną listę z PSL, które ma poparcie na wsi, a on ma w mieście. Jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, że takie genialne w ramach czystej logiki posunięcia nie mają związku z rzeczywistością – mówi portalowi Fronda.pl. - Swój sukces zresztą już osiągnął: nadal istnieje w życiu publicznym i będzie robić to, co robił do tej pory. Będzie pisał, jeździł po kraju i mówił to, co mówił wcześniej, a od czasu do czasu powie coś bardziej kontrowersyjnego o niepełnosprawnych, czy wyciągnie rękę w geście „Heil Hitler” po to, by było o nim nieco głośniej. Więcej naprawdę mu nie trzeba – twierdzi publicysta.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

