Śpiący policjanci. Nie – to nie o leniwych funkcjonariuszach, tylko o cementowych, asfaltowych, ceglanych albo i drewnianych wałkach wmontowywanych w ulice. Ogólnie idea jest taka: jest w miasteczku wyboista ulica, którą nie da się szybko jeździć. Więc ogromnym kosztem ulicę się wyrównuje i pokrywa czymś asfaltopodobnym. Teraz już można jeździć szybciej, więc tych, co nie jeżdżą, to denerwuje – i każą położyć w poprzek tych śpiących policjantów. W wyniku tego posiadacze drogich samochodów terenowych nadal jeżdżą w miarę szybko, tylko na tych podskokach czasem tracą panowanie nad kierownicą – a posiadacze „maluchów”, Tico, Cinquecento itp. drobiazgu rozwalają sobie amortyzatory i miski olejowe. A jeździ się średnio wolniej niż przed położeniem asfaltu. To zresztą ogólna przypadłość. Na głównej trasie W-Z w Małopolsce było sporo wypadków. Więc ogromnym kosztem „zmodernizowano” trasę tak, że nie daje się na niej wyprzedzać. W efekcie liczba wypadków wzrosła o dziesięć rocznie (bo zdesperowani kierowcy wyprzedzają ciężarówki tam, gdzie im to celowo utrudniono), a przeciętna prędkość spadła o 12 km/h. Nowoczesność w polu i w zagrodzie. Nie tylko alla polacca. Tak myśli większość potomków Białych Ludzi – dumnego plemienia, które podbiło Afrykę, obie Ameryki, Australię, Antarktydę i pół Azji bez oglądania się na pasy bezpieczeństwa i kaski ochronne. Nawet bez kamizelek kuloodpornych.
Ich resztki jeszcze się gdzieś kołaczą na peryferiach cywilizacji. Np. w Biesłanie, gdy terroryści zaczęli strzelać do porwanych dzieci, żołnierze elitarnego „Wimpla” (którzy akurat jedli obiad) rzucili się na ratunek bez kamizelek kuloodpornych. Ich cywilizowani koledzy z Luftwaffe punktualnie o 16.00 odlatują na przerwy obiadowe, pozostawiając kolegów na ziemi na łasce talibów… Dla krowy najważniejsze jest bezpieczeństwo. I pełen kałdun.
W naszej cywilizacji zakładało się, że człowiek jest za siebie odpowiedzialny. Gdy jedzie uliczką 70 km/h – to widać uważa, że z taką prędkością można jechać. Ale jeśli się pomyli i kogoś uszkodzi albo nie daj Boże zabije – to nie ma wychodzenia z kicia „za dobre sprawowanie” i żaden ubezpieczyciel nie zapłaci za niego odszkodowania: sam musi sprzedać dom i nieraz całe życie spłacać ofiarę. Powodowało to selekcję. Połowa ludzi jeździła pomalutku, ćwierć umiała dobrze jeździć i oceniać szanse – i jeździła ostro – a ćwierć też jeździła ostro, choć nie umiała… Spora część tych ostatnich miała szczęście i nabrała doświadczenia, zanim spowodowała wypadek, a część nie… I ta część ginęła lub wegetowała na obrzeżach społeczeństwa.
Dziś wszyscy jeżdżą pomalutku, bo muszą – ale ubocznym efektem tego jest to, że nie ma selekcji – więc nie wiemy, kto umie szybko i sprawnie jeździć po osiedlowych dróżkach.
Jest to dokładnie taka sama sytuacja jak z narkotykami. Ogromna większość ich (mówię o tych naprawdę groźnych) nie bierze, część bierze i panuje nad nałogiem – a część się stacza. Selekcja naturalna.
Jest to dla społeczeństwa niesłychanie korzystne. Skąd bowiem dziś możemy wiedzieć, że facet jest odpowiedzialnym np. kierowcą? Żaden nie potrącił człowieka, bo po prostu nie miał szans! Skąd mamy wiedzieć, czy umiałby go przy dużej prędkości ominąć? Skąd wiemy, czy ten człowiek na odpowiedzialnej placówce zagranicznej nie popadnie w nałóg – skoro nie miał szansy zetknięcia się z narkotykiem (i może nawet podświadomie traktować go jak pożądany owoc zakazany!)?
My, liberałowie konserwatywni, dbamy o jednostkę – czyli o to, by miała pełne możliwości rozwoju. Przynajmniej w przypadku dorosłych mężczyzn – ale i nastolatkom pozwalamy trochę poszaleć. Co oznacza, że część z nich ulegnie wypadkom lub po prostu zginie. Czasem nawet pociągając za sobą innych. I to są nieuniknione – powiedzmy to otwarcie: nieuniknione – koszty Wolności.
Natomiast naród odnosi z tego powodu korzyści, bo pozbywa się ze swojej substancji niepożądanych zestawów genów (zbyt wielka skłonność do ryzyka przy zbyt optymistycznej ocenie własnych możliwości). Kto wie, czy śmierć 2 tys. takich ludzi nie powoduje, że potem na wojnie jako porucznicy nie wyślą 30 tys. ludzi na śmierć przez złą ocenę sytuacji na polu bitwy? Kto wie, ilu młodych ludzi mogą uratować przed śmiercią wskutek nadużycia alkoholu czy narkotyku ludzie, którzy im powiedzą: „Kochany, ja sam ćpałem i wiem, co to jest; rzuć to – to nie dla Ciebie!”.
Czyli wolność jednostki jest korzystna dla narodu. Natomiast Lewica przez dobro człowieka rozumie zapewnienie mu bezpieczeństwa – czy chce on tego, czy nie chce. A także zdrowia. Lewica gotowa jest w tym celu pod przymusem leczyć uszy, szczepić, dokonywać operacyj, zabronić picia alkoholu i jedzenia w fast-foodzie – byle tylko był zdrowy i szczęśliwy. Większość kobiet, a nawet część mężczyzn i młodzieży, czuje się wtedy ceniona i dopieszczona. Prawdziwi mężczyźni nie. I dlatego dzisiejsza cywilizacja tak tępi mężczyzn. A jakie są tego skutki społeczne?
Społeczeństwo staje się coraz bardziej krowiaste. Ponieważ część ludzi nie ginie, pula genetyczna i liczba osobników społeczeństwa rośnie – i nawet różnorodność jest większa…
…ale tylko na początku. Zaraz – po jednym-dwóch pokoleniach – spada dzietność, spada nawet liczba plemników u mężczyzn, spada ich agresja; o podbojach Azji czy kosmosu nawet się nie mówi, bo to kosztowne i niebezpieczne. Czyli: aktualne „społeczeństwo” na początku się polepszyło. Ale naród w dłuższym dystansie stracił. Więc my, konserwatywni liberałowie, musimy za wszelką cenę walczyć o wolność jednostki, by w przyszłych pokoleniach było jak najwięcej dzieci od tych najbardziej wartościowych – umiejących i lubiących podejmować ryzyko, a jednocześnie obdarzonych zdolnościami pozwalającymi ujść z życiem z tych niebezpiecznych eksperymentów!
Bo to ci ludzie są solą Ziemi. I nadzieją narodów.
JW/NajwyższyCzas

