Tak się składa, że następnego dnia kupiłem sobie za 50 zł komplet (1408 stron) opowieści śp.Artura Conan-Doyl'a o genialnym detektywie Sherlocku Holm'sie. (Proszę zwrócic uwage na – nie zawsze konsekwentne - zastępowanie wyrzucanego „e” przez apostrof!). Pierwszym opowiadaniem było „Studium w Szkarłacie”, które jako dziecko czytałem po polsku. Jego częścią jest opowieść o losach małej Łucji, która podczas treku przez pustynię straciła rodziców. Gdy jedyny ocalały podróżnik, po wyczerpaniu zapasów wody, mówi jej, że czeka ich śmierć, mała uśmiecha się: „Czym się tak przejmujesz? Szybciej zobaczę się z mamą!”.
Ludzie wierzący mają po prostu znacznie pogodniejsze życie, nie martwią się tak strasznie o swoje zdrowie, nie rozpaczają tak bardzo po utracie bliskich – za to gotowi są poświecic dla ważnej sprawy swoje życie. W kulturach Wschodu człowiek jest tylko mrówką – i poświęcenie życia dla innych jest efektem zaniżenia roli jednostki. Wynalazek Boga pozwolił naszej kulturze na zachowanie indywidualności, na docenienie roli jednostki – a jednocześnie zapewnił, że ludzie będą, gdy trzeba, poświęcać się dla ogółu.
No, i umierają znacznie pogodniejsi.
Wiara w Niewidzialnego Jednorożca tego, o ile wiem, nie zapewnia. Ale – suum bonum cuique... - pisze Korwin-Mikke.

