Janusz Korwin-Mikke, któy ostatnimi czasy zasłynął z krytyki nowego rządu Ukrainy, zaangażowania się Zachodu w pomoc Ukrainie i który nie kryje swojej fascycnacji polityką Putina, znowu szaleje.

W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" zdradza, że chce odebrać głos wszystkim Polakom, bo w monarchii której jest fanatycznym wyznawcą, tylko król ma głos. "Jestem monarchistą i chciałbym odebrać prawa głosu wszystkim. W monarchii król ma prawo głosu, reszta wykonuje rozkazy".

Korwin-Mikke uważa również, że obecnie nie można mówić ludziom prawdy prosto w oczy: "Za komuny, jak człowiek coś powiedział, a jeszcze go wsadzili, to następnego dnia słyszała o tym cała Polska. Teraz można powiedzieć, co się chce, ale przy tym hałasie medialnym człowiek się nie przebije". A później dodaje od siebie: "Ja nie mówię, co się chce, tylko mówię prawdę. To reszta bełkocze".

W kolejnej części wywiadu Korwin-Mikke zapowiada, że będzie domagał się "likwidacji koryta, czyli całej Unii Europejskiej razem z jej dietami", choć jak sam przyznaje nie zrezygnuje z diet. Chce również wyzwolić nasz kraj spod okupacji bandy łajdaków, którzy nakładają na niego podatki wyższe, niż towarzysz Hitler nakładał na jego ojca". "Wyborcy muszą nauczyć się myśleć tak jak ja, a nie ja muszę dostosować się do wyborców. Jeśli ja się dostosuję do ludzi, to nie zmienię Polski, a chciałbym ją zmienić. Cały problem polega na tym, że od ponad stu lat rządzą nami ludzie, którzy białe nazywają czarnym".

I kto chce głosować na takie poglądy i na takiego człowieka?

mod/Rzeczpospolita