„Myślę też, że rząd nigdy nie rozwiąże problemu demografii, jeśli nie wyjdzie poza ideologicznie postrzeganą politykę prorodzinną” – oznajmiła w swoim tekście prof. Środa. I choć podzielam taką opinię, to jednak nie mogę zgodzić się z jej uzasadnieniem. „Na razie to kobiety rodzą dzieci, nie rodziny. Kobiety, które mają prawa, aspiracje i problemy inne niż rodziny. Żaden z dotychczasowych rządów nie traktował tego twierdzenia serio” – przekonywała filozof.

A ja odpowiadam pani profesor, że takiej opinii nie można traktować serio. Otóż – choć może pani Środa tego nie wie – do urodzenia dziecka konieczne jest jego poczęcie. A w naszym realnym, a nie genderowo-feministycznym świecie dzieci poczyna się w duecie. Pan z panią, mężczyzna z kobietą. Nie zdarza się natomiast, by dzieci poczynały się same z siebie w organizmie kobiety. Nie są tam one bowiem przynoszone ani przez bociany, ani też kobiety nie znajdują ich w kapuście. Dla informacji pani profesor - nieczęsto zdarza się też, by dziecko pojawiało się w organizmie kobiety za sprawą siedzenia na ciepłym krześle.

Gdy zaś mężczyzna z kobietą decydują się na dzieci – to jeśli realnie się o nie troszczą – to zazwyczaj są małżeństwem (albo przynajmniej małżeństwem zostają). Małżonkowie z dziećmi zaś – aż wstyd, że tak podstawowe rzeczy trzeba naszym feministkom tłumaczyć – to właśnie rodzina, o którą Tusk rzekomo ma się troszczyć (co akurat prawdą nie jest, ale co tam). Rodzina, czyli to, co rzekomo - według Środy - do posiadania dzieci nie jest potrzebne.

Ale dość już natrząsania się. Teraz czas na poważny apel. Otóż chciałbym zaapelować do czytelników Frondy.pl o zrzutkę na korepetycje z biologii i socjologii dla pani profesor. Biedaczka musi się dowiedzieć, skąd się biorą dzieci. A jeśli już zostanie oświecona może odrzuci swoje ideologiczne bajdurzenia i zajmie się rzeczywistością? Wiedza jest jednak potęgą, rozbija bowiem mroki ideologii. Nawet genderowej!

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »