15 lipca piętnastoletnia chrześcijanka Marian Bishay wyszła do restauracji oddalonej od domu o pięćdziesiąt metrów, by przynieść rodzinie obiad. Nie wróciła. W jej rodzinnym miasteczku Omrania policja nie chciała nawet wypełnić raportu zaginięcia.
Siedemnastoletnia Amira szła do pracy w fabryce plastiku. Nie dotarła. Jej matkę o losie córki poinformował anonimowy rozmówca telefoniczny. - Córka wróci do domu, jak przyjmie islam – usłyszała.
Ludzie z krzyżami na rękach
Koptowie to chrześcijanie będący potomkami rdzennych mieszkańców Egiptu. Jest ich ponad 11 milionów, z czego ok. 7,5 mln żyje w Egipcie. Można ich rozpoznać po tym, że na ręce mają zazwyczaj tatuaż w kształcie krzyża.
Choć używają języka arabskiego, to liturgię sprawują w koptyjskim egipskim. Przynależą albo do ortodoksyjnego kościoła koptyjskiego, albo Kościoła katolickiego obrządku koptyjskiego. Tych ostatnich jest jednak zaledwie 210 tys.
W Egipcie mieszkali jeszcze przed muzułmańskim podbojem. Przetrwali dzięki temu, że Imperium Osmańskie gwarantowało im, jako odrębnej grupie wyznaniowej, własne prawa.
W niepodległym Egipcie od czasów pojawienia się tu fundamentalistów muzułmańskich, nie mają łatwego życia. W latach 70. XX wieku dotknęły ich ciężkie represje i wielu z nich wyemigrowało do Europy Zachodniej lub USA. Wielu mężczyzn, by utrzymać rodziny, pracuje w pobliskich krajach muzułmańskich.
Chrześcijanka? Nie ma co szukać
Ojciec Marian pracuje w Kuwejcie. Gdy dowiedział się o porwaniu córki, niezwłocznie wrócił do domu. Rodzina rozpoczęła poszukiwanie na własną rękę.
Co udało się ustalić? Niewiele. Trzech domniemanych sprawców z restauracji, których policja przesłuchała po naciskach rodziny, zwolniono bez postawienia zarzutów. Po czym szybko ulotnili się oni z miasteczka. Niektórzy informowali ojca, że córka została zgwałcona i zmuszona do przejścia na islam, inni że jest przetrzymywana w Aleksandrii.
W tym samym czasie nieznani sprawcy uprowadzili także muzułmańską nastolatkę. Policja odnalazła ją w ciągu trzech dni. A Marian do dzisiaj nie wróciła do domu.
Wróci do domu, jak wyzna Allaha
Siedemnastoletnia Amira szła do pracy w fabryce plastiku. Nie dotarła. Jej matkę o losie córki poinformował anonimowy telefon.
- Około godziny dziesiątej ktoś zadzwonił do mnie i zapytał, czy jestem matką Amiry. Przedstawił się jako Sheikh Mohammed i powiedział, że moja córka ma się dobrze i że przejdzie na islam – opowiada matka dziewczyny. - Kiedy zaczęłam płakać i prosić go, by oddał mi córkę, powiedział, że pozwoli mi się z nią spotkać dopiero po jej konwersji na islam i odłożył słuchawkę – relacjonuje kobieta.
Jej mąż również pracuje za granicą. Od dziesięciu lat jeździ do Libii, by utrzymać rodzinę. W domu jest jeszcze jedna córka – dziewięcioletnia Meena. Matka dziewczyn na próżno szukała pomocy u sąsiadów-chrześcijan. Cała okolica żyje w strachu przed radykalnymi muzułmanami. Nikt nie chce, by jego córka była następna.
Matka Amiry jeszcze tego samego dnia poszła pod miejscowy meczet. Zaczepiała mężczyzn wychodzących z południowej modlitwy. Pytała o Sheikha Mohammeda. - U nas jest przynajmniej pięćdziesięciu takich – roześmiał się jej w twarz jeden z mężczyzn. Ktoś inny kazał jej, żeby wróciła do domu i siedziała cicho, bo może stracić i młodszą córkę.
Prześladowania na wiele sposobów
Uprowadzanie córek to tylko jeden ze sposobów prześladowania koptów w Egipcie. Niedawno, pod pretekstem ochrony przed wirusem H1N1, władze kazały wybić wszystkie świnie w Egipcie. Pozbawiły w ten sposób środków utrzymania tysiące chrześcijan, którzy są jedynymi hodowcami tych – nieczystych dla muzułmanów – zwierząt.
Muzułmanie wykorzystują każdą nadarzającą się okazję, by pokazać chrześcijanom, że mieszkają w muzułmańskim państwie. W listopadzie ubiegłego roku w wiosce Tayyiba aresztowano 50 Koptów, których sklepy zostały następnie splądrowane. Powód? Chrześcijański chłopiec nieświadomie naruszył muzułmański obyczaj.
Czternastoletni Kopt nie zsiadł z osła przechodząc obok konduktu pogrzebowego. To rozwścieczyło muzułmanów - za brak szacunku dla zmarłego pobili chłopaka jeszcze zanim kondukt dotarł do cmentarza. Po pogrzebie obrzucili kamieniami domy miejscowych koptów i zaatakowali ich sklepy. Po rozbiciu tłumu, funkcjonariusze zatrzymali 50 Koptów i ... dziesięciu muzułmanów.
Głosisz Ewangelię - jesteś przestępcą
Koptom niezwykle trudno dostać pozwolenie na budowę kościoła. - Często bywa tak, że społeczności lub grupy są zmuszone do spotykania się w domach lub prywatnych budynkach, aby się modlić i uczestniczyć w nabożeństwach i Mszy św. Jeżeli ktoś ich odkryje, nie zgłasza tego władzom, ale bezpośrednio atakuje wiernych – opowiada pracujący w Egipcie duszpasterz ks. Milad Sidky Zakhary.
W grudniu ubiegłego roku, w dniu otwarcia nowego kościoła pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny na przedmieściach Kairu, islamscy bojownicy zaatakowali budynek podczas uroczystości. Zmusili 800 wiernych do zabarykadowania się w świątyni do czasu interwencji policji. Oskarżali chrześcijan o to, że dzięki świątyni będą szerzyć swoją wiarę wśród ludności muzułmańskiej.
Ten sam argument wysuwany jest również i w innych okolicznościach. Pod pretekstem uprawiania prozelityzmu aresztowano podczas targów książki dwóch młodych koptów, którzy rozdawali Biblię.
Bractwo bardzo muzułmańskie
Ali Labib, były szef policji i państwowych służb bezpieczeństwa w Aleksandrii, podczas swoich dwuletnich rządów odrzucił wszystkie podania o budowę nowych świątyń lub ich odbudowę. Takich urzędników jest w Egipcie bardzo wielu. Najczęściej związani są z wpływowym Bractwem Muzułmańskim, które finansowo wspierają wyznawcy Allaha z Arabii Saudyjskiej.
Bractwo, które dżihad ma wpisane do swojego credo i wielokrotnie było oskarżane o akty przemocy, cieszy się szerokim poparciem społecznym. Muzułmanom oferuje m.in. pomoc medyczną, udziela też prywatnych lekcji ich dzieciom.
Dla przeciętnego Egipcjanina, któremu rząd kojarzy się głównie z korupcją i tyranią, fundamentaliści z Bractwa Muzułmańskiego wydają się wspaniałymi kandydatami na urzędnicze stanowiska. Coraz częściej je obejmują, wprowadzając fundamentalizm religijny w szkołach, meczetach i mediach. To sprawia, że Koptom żyje się nad Nilem coraz trudniej.
Tym bardziej, że świat zdaje się nie interesować ich losem.
AJ/Freecopts.net
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

