Aby to potwierdzić konieczne są jednak zapisy pracy rosyjskiego radaru. Rosja odmawia jednak nam ich przekazania. – Wielokrotnie prosiliśmy o taśmy, ale bez skutku – przyznaje w rozmowie z dziennikiem „Fakt” Edmund Klich, polski akredytowany przy komitecie lotniczym w Moskwie.

Klich ujawnił też, że rosyjski kontroler lotu Paweł Plusnin zeznał, iż na minutę przed lądowaniem tupolewa była widoczność 1000 metrów, czyli znacznie lepsza, niż zeznawał wcześniej. Taśmy z zapisem pracy radaru pokazałyby śledczym, jakie konkretne działania podejmowali rosyjscy kontrolerzy i gdzie znajdowała się maszyna tuż przed katastrofą. Taśm - jak podaje TVN24 - Rosjanie najpierw nie chcieli nam dać, a teraz mówią, że w ogóle ich nie ma. – Nie dostaliśmy tych taśm, a wielokrotnie wnioskowaliśmy o to, argumentując, że można by je odczytać w naszych laboratoriach – tłumaczy Edmund Klich.

Wiarygodność rosyjskich kontrolerów podważają też ich zeznania. Paweł Plusnin początkowo mówił, że widoczność na lotnisku kilkanaście minut przed tragedią sięgała 800 metrów, ale specjalnie zaniżył ją dla polskich pilotów do 400 metrów, by ich zniechęcić do lądowania. Potem te zeznania Rosjanie wycofali i przysłali nowe, że widoczność była rzeczywiście tylko na 400 metrów. Tymczasem Edmund Klich przyznał, że widział kolejne zeznania Plusnina, w których kontroler przekonuje, że na minutę przed lądowaniem tupolewa widoczność była na 1000 metrów.

TPT/TVN24/eFakt.pl

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »