„Niech nas nie zmylą gesty Franciszka. Są mocne i wyraziste, wyrażają dobre emocje i sympatię do ludzi, budują pozytywny wizerunek Franciszka i w konsekwencji Kościo,la. Ale to za mało, by pokładać w papieżu tak wielkie nadzieje, jak czyni to katolicka lewica, a nawet część niewierzących. Może ich czekać niepotrzebne rozczarowanie” - oznajmia Szostkiewicz.
Dlaczego? Bo – jak zauważa z żalem Szostkiewicz – Franciszek pozostaje ortodoksyjnym katolikiem. „Wspomniana ankieta na synod o rodzinie z pewnością nie posłuży papieżowi i biskupom do likwidacji celibatu, dopuszczenia kapłaństw kobiet czy pobłogosławienie małżeństw homoseksualnych, zgody na aborcję i eutanazję” - użala się Szostkiewicz, dostrzegając, że papież jednak jest katolikiem.
A jakby tego było mało, w czasie ostatniej wizyty ad limina, wskazuje publicysta „Polityki”, „Franciszek miejscami niemal mówił Michalikiem”. „I nie mógł mówić inaczej, bo tak myśli” - oznajmia.
TPT/Polityka
