Działaczkom feministycznym przeszkadza szczególnie używanie słowa "mademoiselle" w formularzach i podczas zawierania umów, chociaż obowiązku takiego nie nakłada żaden przepis prawny. Wskazują przy tym, że inaczej traktowani są mężczyźni, co do których używa się określenia "monsieur" (pan), bez względu na wiek i stan cywilny. Podobnego problemu nie mają feministki niemieckie. Jak podkreśla Onet.pl, w kraju tym zwyczaj ten nie funkcjonuje od 1972 roku, kiedy ministerstwo spraw wewnętrznych wprowadziło polecenie tytułowania wszystkich pełnoletnich kobiet słowem "pani" (niem. Frau).
No cóż. Ja nie dawno zostałem zganiony przez moją koleżankę feministkę z jednej z czołowych gazet w Polsce ( nie ujawniam szczegółów prywatnych rozmów jak Palikot więc nie napiszę kto to był), że nie powinienem nigdy nawet do koleżanek mówić zdrobniale. To jej zdaniem seksizm wobec kobiet. Nawet moje zapewnienia, że do kupli również potrafię powiedzieć: Grzesiu czy Wojtuś, jej nie przekonało. Pewnie tylko geje mogą tak do siebie mówić. Inaczej to nietolerancja i seksizm. Ale czasy.
Ł.A/Piotr Skarga.pl/ Onet.pl

