– Coraz częściej trafiamy na kobiety zakryte od stóp do głów. To nie jest zwykła manifestacja uczuć religijnych. To poniżanie kobiet – tłumaczył pomysłodawca projektu, poseł partii komunistycznej Andre Guerin. Propozycja posłów trafiła na biurko premiera Francoisa Fillona. Wielu prominentnych polityków poparło propozycję. Nawet minister edukacji Xavier Darcos widzi w burkach symbol ucisku.

Nie wszyscy jednak tak krytycznie oceniają burki.– Każdy może nosić na ulicy to, co chce. Na tym polega wolność. Zakaz byłby ryzykowny – tłumaczył minister ds. imigracji i tożsamości narodowej Eric Besson. Głos zabrał także Prezydent Nicolas Sarkozy, który stwierdził, że "we Francji, każda młoda kobieta może nosić chusty, jakie tylko chce". Działalność komisji, która najpierw chce zbadać w jakich środowiskach i dlaczego burki są popularne i chętnie noszone, poprze sam Rektor Wielkiego Meczetu Paryża Dalil Boubakeur.

Debata na temat symboli religijnych w sferze publicznej we Francji nieustannie toczy się od 2004 roku, kiedy zakazano noszenia burek w szkołach. Podobny zakaz obowiązuje w szkołach holenderskich, a od 1975 roku, całkowity zakaz ukrywania twarzy obowiązuje we Włoszech. Wielu polityków francuskich uważa jednak, że zakaz z 2004 roku nie wystarczy. Sihem Habchi, prezes stowarzyszenia feministycznego "Ni putes, ni soumises" (Ani dziwki, ani uległe) mówi, że ustawa dotycząca zakazu manifestowania symboli religijnych, "nie jest wystarczająca".

 

JaLu/Rz/Wprost

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »