Włoski tygodnik L’Espresso podniósł ostatnio nieczęsto podejmowany problem przenoszenia się biskupów z diecezji do diecezji. Podczas, gdy noszenie pierścienia biskupiego jest symbolem zaślubin z miejscem do którego zostało się posłanym by służyć. Do IV wieku Kościół w ogóle nie uznawał możliwości przenoszenia biskupów. Szerzej ta praktyka rozwinęła się w średniowieczu. Jednak współcześnie niektórzy biskupi biją rekordy kościelnej „kariery” „zaliczając” nawet cztery diecezje w życiu.
O problemie „rozwodów” biskupich bardzo kategorycznie wypowiedział się takżę pod koniec maja dawny generał dominikanów o. Radcliffe: "Noszą oni pierścień, będący znakiem „zaślubin” ze swą diecezją, ale dość często odchodzą od swej pierwszej diecezji i poślubiają inne. Gdyby wiedzieli, że są przeznaczeni do pozostania w swej diecezji, mogliby wówczas poświęcić jej całą swą uwagę. To naprawdę dziwne, że wolno biskupom rozwodzić się ze swą diecezją, ale nie [wolno rozwodzić się] osobom połączonym małżeństwem!"
Zwolennikiem trzymania się zasady jeden biskup – jedna diecezja był kardynał Josef Ratzinger, a potem Benedykt XVI. Było to zgodne z jego przekonaniem, że powołanie w Kościele jest przede wszystkim zawsze powołaniem do służby, a nie do żadnego rodzaju kariery. Każda diecezja, tak jak i parafia, jak i cały wspólnota Ludu Bożego potrzebuje specjalnej troski swoich pasterzy, którzy nie mogą być absorbowani planami awansu.
Problem jest szczególnie widoczny w przypadku tzw. stolic kardynalskich, czyli diecezji, których ordynariusze tradycyjnie otrzymują kapelusz. Zdarza się, że media, a czasem sami biskupi rozgrywają pewnego rodzaju rywalizację o to by je obsadzić. Dlatego przenosiny powinno się ograniczyć do minimum tylko w wyraźniej potrzebie.
Niestety powrót do takiej praktyki wymagałby zmian w Kodeksie Prawa Kanonicznego, na co trudno liczyć, skoro aktualny Kodeks ma dopiero 16 lat. Jednak włoski tygodnik sugeruje, że być może papież Franciszek będzie chciał coś zrobić z tą sprawą.
ToR/L’Espresso/gosc.pl
