Najnowszy etap projektu, który prowadzą wspólnie Instytut Pamięci Narodowej oraz Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa rozpoczął się w lipcu. Na Wojskowych Powązkach w Warszawie, na tzw. łączce - w której od 1948 roku w tajemnicy przed rodzinami grzebano ciała ofiar komunistycznego terroru, m.in. więźniów mokotowskiego aresztu czy żołnierzy Armii Krajowej skazanych w sfingowanych procesach - przeprowadzono pierwsze ekshumacje. Przez blisko miesiąc wykopano tam w sumie 111 ciał ofiar.


IPN nie wyklucza, że wśród nich mogą być szczątki m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego, generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila" - szefa Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej, majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki" - dowódcy 5. Brygady Wileńskiej, oraz podpułkownika Łukasza Cieplińskiego - przywódcy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość".

  

Jednak by ustalić, czy rzeczywiście udało się odnaleźć miejsce pochówku legendarnych dowódców, których ciała komunistyczna bezpieka grzebała w tajemnicy, potrzebne są badania DNA. Te już miały być zaawansowane, ale nawet ich nie rozpoczęto. - Nie ma na to pieniędzy - tłumaczy Andrzej Kunert, sekretarz Rady Pamięci Walk i Męczeństwa. Pociesza się, że czas nie do końca jest stracony. - Bo teraz pobieramy od rodzin materiał genetyczny do badań porównawczych - dodaje.  Kiedy te badania mogą się rozpocząć, nie wiadomo.


Mało tego, wiele wskazuje na to, że w październiku nie zacznie się też kolejny etap ekshumacji na Powązkach. Spodziewano się tam odnaleźć następnych blisko 300 ciał. - Już powinien zostać ogłoszony przetarg na prowadzenie prac, ale wciąż do tego nie doszło - przyznaje Kunert. Powodem opóźniających się badań DNA jest brak pieniędzy. Nie ma ich ani Rada (która płaciła za pierwsze letnie ekshumacje), ani IPN (który też miał pokryć część kosztów). -  Jesteśmy zdeterminowani, aby znaleźć środki na ten cel - zapewnia „Rz" Andrzej Arseniuk, rzecznik Instytutu.


Sytuację pogarsza to, że ekshumacje planowane na październik mają być znacznie droższe, niż te robione latem, bo badacze będą pracować na znacznie większym terenie. - W grę wchodzą setki tysięcy złotych - przyznaje Kunert.


Jak nas poinformował, w ostatni piątek do Rady Pamięci odezwało się Ministerstwo Sprawiedliwości. - Chce mocniej zaangażować się w przedsięwzięcie - mówi Kunert. Ale czy resort da pieniądze, też nie wiadomo. W tym tygodniu mają się dopiero rozpocząć rozmowy na ten temat - pisze Blikowska.

 

JW/rp.pl