Już dwa lata temu szwedzkie media alarmowały ,że rząd chce ograniczyć możliwość nauki dzieci w ich domach. Zamierzano to zrobić bardzo sprytnie. Reforma zakładała, że uczniowie mogliby uczestniczyć w edukacji domowej bez względu na religię lub filozofię rodziców. Edukacja miałaby być wszechstronna i obiektywna a więc rząd doszedł do wniosku, że nie ma potrzeby, by prawo oferowało możliwość edukacji domowej z powodów religijnych lub filozoficznych rodziny. Jednym słowem rządzacy zastosowali klasyczny paragraf 22. Jednak szwedzcy rodzice nie poddają się reżimowi. “ Prawo rodziców to wyboru rodzaju edukacji dla ich dzieci to fundamentalne prawo człowieka, które na dodatek jest usankcjonowane w Europie”- mówi prawnik „Szwedzkiego Stowarzyszenia Edukacji Domowej” Michael Donnelly.
Jednak polityk Partii Liberalnej ( sic!) Lotta Edholm utrzymuje, ze w kraju potrzebne są zmiany. W szwedzkiej gazecie Aftonbladet napisała on, że prawo powinno być zmienione na tyle mocno, by pozwoliło urzędnikom odebrać dzieci rodzicom, którzy nie chcą swoich pociech posyłać do szkoły i uczą je w domu. Edholm podkreśla, że rodzice często to robią z powodów religijnych. Oświadczenie polityk zostało odebrane poważnie. Komentatorzy zwracają uwagę, że do tej pory żaden polityk nie postulował tak otwarcie walki z domową edukacją. W USA edukacja domowa przynosi znakomite efekty i powoduje, że dzieci tak edukowane często osiągają lepsze efekty na egzaminach. Szwecja ma to jednak do siebie, że tam dziecko jest własnością państwa, które decyduje nawet jaką wagę mieć powinno. Do tego prowadzi „socjalizm z ludzką twarzą”.
Ł.A/LSN

