Podobnie jak w Rosji, w Chinach w telewizji można zobaczyć to, co chcą pokazać obywatelom władze. Dlatego w kontekście chińsko-rosyjskich relacji zaskakuje, że chińska telewizja pokazuje barbarzyńskie ataki Rosjan na ukraińskich cywilów. „To zwrot w postępowaniu Chin, które jeszcze niedawno deklarowały przyjaźń z Rosją” – przekonuje na łamach serwisu naTemat.pl Agnieszka Miastowska.
Kiedy rozpoczynały się igrzyska olimpijskie w Pekinie, prezydent Chin Xi Jinping spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Po spotkaniu przywódców opublikowano wspólne oświadczenie, w którym Moskwa sprzeciwiła się niepodległości Tajwanu, a Chiny poparły rosyjskie żądania wobec NATO. W dokumencie zaznaczono, że „nie ma granic” dla chińsko-rosyjskiej przyjaźni. Zdawało się więc, że Kreml cieszy się niezachwianym poparciem Pekinu. Postawa Chin w czasie wojny na Ukrainie nie jest jednak tak jednoznaczna.
Na początku inwazji Rada Bezpieczeństwa ONZ głosowała projekt rezolucji potępiający rosyjską agresję. Naturalnie, Rosja skorzystała ze swojego prawa weta, aby zablokować rezolucję. Był to jednak jedyny głos sprzeciwu. Chiny nie głosowały wspólnie z Rosją, zamiast tego wstrzymując się od głosu. Kiedy Zachód wprowadził sankcje przeciwko Rosji, chińskie banki się do nich zastosowały. Państwo Środka odmówiło też Moskwie pomocy wojskowej.
Teraz natomiast chińska telewizja pokazuje prawdę o rosyjskim barbarzyństwie na Ukrainie. Odbiorcy mogli zapoznać się z przerażającą relacją z Czernichowa. Pokazano stojącą w kolejce po chleb ludność cywilną ostrzelaną przez rosyjskich żołnierzy.
Wciąż nie znamy też przyczyny wczorajszego incydentu z udziałem szefa rosyjskiej dyplomacji.
- „Samolot z szefem MSZ Rosji, Siergiejem Ławrowem, w czwartek w nocy leciał do Chin, ale w połowie drogi zawrócił nad Nowosybirskiem i wrócił do Moskwy”
- donosił wczoraj „Bild”.
Być może Pekin postanowił wreszcie jasno dać Moskwie do zrozumienia, że z jej barbarzyńską agresją nie chce mieć nic wspólnego.
kak/naTemat.pl
