Brak porozumienia ws. budżetu oznaczać będzie wejście w życie tzw. klifu fiskalnego. Tak określa się ewentualność jednoczesnego zniesienia wraz z nowym rokiem ulg podatkowych oraz znacznego ograniczenia wydatków federalnych, czego efektem może być silna recesja w gospodarce USA i to na całe lata.

 

Według analityków stacji, klif fiskalny będzie oznaczał nawet 400 dolarów podatków więcej oddanych państwu przez 20 proc. najbiedniejszych mieszkańców USA. Kolejne 60 proc. mieszczących się w ramach "niższej klasy średniej" zwróci fiskusowi dodatkowe dwa tysiące dolarów w ciągu roku.

 

20 proc. "wyższej klasy średniej" odda średnio 14 tys. do budżetu federalnego, a jeden procent najbogatszych Amerykanów, który stanowią milionerzy zapłaci 120 tys. dol. więcej. Ci ostatni w zdecydowanej większości nie odczują więc żadnej zmiany.

 

400 dol. dochodów mniej to dla najbiedniejszych nawet kilka procent rocznych wydatków, a więc w najprostszym przeliczeniu - brak pieniędzy na czynsz w grudniu, przesiadka z samochodu w autobus lub poważna dieta dla całej rodziny.


Poza podatkami wzrosną też koszty pracy. To oznacza, że pracodawcy będą musieli oddać do budżetu centralnego nie jak dotychczas 4,2 proc. dochodów pracownika, a 6,2 proc. O te 2 proc. realnie spadnie więc płaca w USA. Ta kwota bierze się z faktu obowiązującej od 2008 r. ulgi, której finansowanie wziął na siebie Biały Dom, by oddać część pieniędzy obywatelom na "rozruszanie gospodarki", która w tamtym czasie wpadła w recesję. Z 1 stycznia ta ulga zniknie.

 

Co prawda zmiana nie będzie dotyczyła najmniej zarabiających, bo Kongres przed kilkoma tygodniami wpisał do ustawy zwolnienie od wyższej składki na ubezpieczenie społeczne dla wspomnianych 20 proc. obywateli, ale te 2 proc. pensji straci ponad 30 milionów Amerykanów.

 

Poszkodowani zostaną też bezrobotni, a więc przede wszystkim osoby młode i w wieku przedemerytalnym, które w ostatnich latach straciły pracę w wyniku masowych zwolnień w wielu firmach.


Klif fiskalny spowoduje również cofnięcie świadczeń dla prawie pięciu milionów obywateli, którzy nie podjęli pracy po 26 tygodniach przysługującego zasiłku dla bezrobotnych. 

 

Po zakończonej kadencji Barack Obama powinien napisać książkę "Jak doprowadzić mocarstwo do ruiny". Widmo recesji, jaka grozi USA nie robi wrażenia na prezydencie, którego jedynym zmartwieniem jest zachowanie poważnej miny przy okazji monologów nt. potrzeby zachowania świadczeń socjalnych. Czy Ameryka może sobie na to pozwolić? Zdaniem przywódcy USA, pewnie tak. W końcu "Yes, we can", mr Obama!

 

AM/tvn24.pl/NBC News