W czasach sowieckiego komunizmu walkę z religią prowadzono głównie w imię nauki i postępu. To nauka miała dowodzić, że Boga nie ma, a kult Matki Bożej i świętych to zabobon, który hamuje rozwój społeczny i cywilizacyjny - pisze w "Naszym Dzienniku" prof. Piotr Jaroszyński. Jak podkreśla, naukę wybrano właśnie dlatego, że cieszyła się wielką estymą, zwłaszcza wśród tzw. ciemnego ludu. Propaganda liczyła więc, że Kościół - osadzony z jednej strony przez naukę, a z drugiej przez postęp - wycofa się i podda. 

 

To się jednak nie udało, nauka wkrótce przestała być wyrocznią społeczną, a postęp okazał się wątpliwy. Dlatego sięgnięto po inny, bardziej wyrafinowany środek. To zdaniem prof. Jaroszyńskiego popkultura, a przede wszystkim muzyka rozrywkowa. - Dzięki rozwojowi techniki popkultura stała się kulturą masową i masowym towarem, wielkim biznesem i wielką... propagandą. Piosenka mogła nie tylko poprzez słowo, ale również poprzez rytm i tonację, poprzez ubiór i gest wykonawcy, poprzez nazwę i tytuł - nieść przesłanie rewolucyjne, lewicowe, wręcz diabelskie. Mogło to być ukryte lub jawne - pisze prof. Jaroszyński. 

 

Jako przykład Jaroszyński podaje zespół Black Sabbath, któremu nazwa nie przeszkodziła w zdobyciu ogromnej popularności, za którą szła nie tylko sława i ogromne zyski, ale też promocja satanizmu. 

 

- Nie łudźmy się, młodzi ludzie są jak gąbka, chłoną nie tylko dobro, ale i zło, zwłaszcza zło, gdy jest ono podane w atrakcyjnej i profesjonalnej oprawie. Kto policzy ofiary muzyki pop w jej wersji satanistycznej? A kto w młodości czymś nasiąknął, ten do tego wraca w późniejszym wieku i nawet nie wie, jak bardzo stał się ofiarą działania obrazów, symboli, treści podprogowych (podświadomych), które z dużym znawstwem, a nawet talentem były przygotowane i zaprezentowane - podkreśla prof. Jaroszyński i pyta, czy ktokolwiek zrobił po latach remanent swoich poglądów i gustow pod kątem światopoglądowym, aby odkryć, ile "wbiło się w mózg poprzez niewinne zdawałoby się piosenki". 

 

- Pytania takie musimy sobie zadawać, gdy stoimy wobec zaplanowanego koncertu jednej z najgłośniejszych w świecie skandalistek, której już sam pseudonim dobrano w sposób perwersyjny. W naszym wypadku skandalem jest właściwie wszystko: występ w kraju tak katolickim jak Polska, data występu, a nawet godzina, drogocenna i święta dla każdego Polaka ze względu na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, które pochłonęło setki tysięcy ofiar - dodaje prof. Jaroszyński. Jego zdaniem, ktoś kto zaplanował koncert "starannie dobrał wszystkie szczegóły, żeby uderzyć nas między oczy, prosto w mózg, żebyśmy nie wiedzieli, co się dzieje i o co chodzi albo przynajmniej byśmy skakali z radości, gdy ona bluźnić będzie przeciwko Bogu". Jaroszyński nie szczędzi ostrych słów - pisze wręcz, że to "szatański projekt". 

 

- Gdy wybucha pożar, zbiegają się ludzie, ale w większości nie po to, żeby pomóc i ratować, ale żeby się gapić. Najtragiczniejsze będzie to, gdy na ten koncert przyjdą ludzie w dobrej wierze, chcąc się pobawić. Ludzie, którzy myślą, że wszystko można sprowadzić do zabawy albo że zabawa jest jedyną ucieczką od zła i nieszczęścia. Niestety, zło może być w zabawie, gdy człowiek poddaje się sprawdzonym przez magów i szarlatanów bodźcom wizualnym i słuchowym, które wyłączają myślenie, zabijając poczucie moralne i religijne. Na tym właśnie polega satanizm. W sukurs idzie technika z jej oszałamiającymi dźwiękami i błyskami - dodaje Jaroszyński. I konstatuje: "Tu można, tu trzeba protestować i bojkotować ten koncert, bo jest on wyraźną prowokacją i obelgą, bezczelną i podłą". 

 

eMBe/ND