Jednak w Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się dokumenty, świadczące, że Pannert w czasie stanu wojennego był prokuratorem usłużnym wobec władz komunistycznych. Był on oskarżycielem m.in. w procesie dwóch działaczy "Solidarności" - Lecha Kraszewskiego i Ryszarda Szczęsnego. Obaj zostali skazani. Jak zeznawali, Pannert w dotyczących ich procesach gorliwie wypełniał dyrektywy władz PRL. Dla Kraszewskiego, który wywiesił ulotkę antykomunistyczną, formatu kartki zeszytu, domagał się kary trzech lat pozbawienia wolności i pozbawienia praw publicznych. Prokurator chciał, by Szczęsny za wywieszenie flagi "Solidarności" został skazany również na trzy lata więzienia. Zdaniem Pannerta spowodowało to "znaczny stopień społecznego niebezpieczeństwa". Sędzia przychylił się do pierwszego wniosku Pannerta i skazał Kraszewskiego na trzy lata więzienia. Szczęsnemu wymierzono niższą karę.

Nadanie Zbigniewowi Pannertowi wysokiej rangi odznaczenia państwowego bardzo negatywnie oceniają byli opozycjoniści. - To następna bardzo kontrowersyjna decyzja prezydenta Komorowskiego, która po raz kolejny deprecjonuje wysokie polskie odznaczenie. To jest po prostu powrót do PRL - mówi Krzysztof Wasilewski, prezes Klubu Więzionych, Internowanych, Represjonowanych w Białymstoku. - Gdyby mi teraz przyznano taki czy podobny order, to bym go nie przyjął. Bo nie chciałbym być w jednym szeregu z tymi, którzy mnie prześladowali – dodaje.

Białostocki WiR w roku 2008 złożył w IPN doniesienie na 32 białostockich prawników, którzy zdaniem opozycjonistów, byli nadgorliwi w czasie stanu wojennego i popełnili zbrodnie komunistyczne. Jest tam wymieniony m.in. mecenas Leszek Kudrycki, mąż minister nauki i szkolnictwa wyższego Barbary Kudryckiej, który m.in. przed dwudziestoma pięcioma laty skazał Zbigniewa Simoniuka, znanego w mieście opozycjonistę, na dwa lata więzienia. Jest także sędzia Jan Sidoruk, który obecnie przyznaje odszkodowania za represje w czasie stanu wojennego, choć sam skazywał wtedy działaczy. Na tej liście jest również Zbigniew Pannert. - Prokuratorom IPN dostarczyliśmy dokumenty, które świadczą o tym, że procesy prowadzone przez tych prawników (prokuratorów, sędziów, adwokatów) miały formę represji za działalność polityczną, a wymierzane kary były rażąco surowe - mówi Krzysztof Wasilewski. - Moim zdaniem, to były wyroki na zamówienie bezpieki. Dokumenty wskazują na to, że usłużni wobec władzy komunistycznej białostoccy prokuratorzy ferowali większe wyroki niż prokuratorzy z prokuratury wojskowej – dodaje.

Śledztwo w sprawie 32 prawników prowadzi Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Na razie nikt nie został oskarżony.

żar/Naszdziennik.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »