Prof. Andrzej Zoll protestuje przeciwko otwartej w sobotę w warszawskiej galerii handlowej wystawie ludzkich zwłok i organów. W sobotę wystawę odwiedziło 2 tysiące osób. Profesor w rozmowie z „Dziennikiem” domaga się jej zamknięcia.
- Mamy w tym przypadku do czynienia z naruszaniem godności ludzkich zwłok. I nie jestem w tym przekonaniu odosobniony. To absolutnie nie powinno mieć miejsca. Nasze państwo chroni godność nie tylko obywateli polskich, ale wszystkich, którzy znajdują się w przestrzeni wyznaczonej jego granicami. Poza tym godność przysługuje nie tylko żyjącym, ale także zmarłym.
- Ludzi, których zwłoki zostały pokazane pod pozorem działań artystycznych, sprowadzono do roli przedmiotów. Ta ekspozycja nie ma edukować, tylko epatować tanią sensacją.
- Do tworzenia pewnych reguł tłum nie jest dobrym doradcą. A w tym przypadku chodzi nie tylko o łamanie prawa, lecz o coś znacznie głębszego. W naszej cywilizacji zwłoki człowieka są nienaruszalne, głęboko zakorzeniony jest też szacunek dla zmarłych. Wypreparowane ludzkie ciała nie powinny być eksponatami. Zwłaszcza że wystawia się je w centrum handlowym. To przerażające, jak nisko można upaść. Wątpliwości budzi też to, że zwłoki zostały przywiezione z Chin. Organizacje walczące w obronie praw człowieka alarmowały, że tamtejsze władze handlują organami skazanych na śmierć więźniów. Dlatego domagamy się zamknięcia tej wystawy - stwierdza Rzecznik Praw Obywatelskich.
Czy zmarli rzeczywiście wyrazili zgodę na takie eksponowanie swoich zwłok – pyta ks. dr Artur Filipowicz SJ, bioetyk.
Na wystawie dr. Roya Glovera, emerytowanego wykładowcy anatomii Uniwersytu Michigan zobaczyć można ok. 250 preparatów z ludzkich ciał. Prezentowane są całe postacie, a także poszczególne fragmenty czy narządy – szkielety, płuca, serca. Obejrzeć też można embriony w różnych fazach rozwoju – od mikroskopijnych, po 32-tygodniowe dzieci. Organizatorzy informują, że ciała wypożyczone zostały z laboratorium chińskiego uniwersytetu medycznego, pochodzą od osób, które zmarły śmiercią naturalną i wyraziły zgodę na przekazanie ciała na cele naukowe. Wystawa pokazywana już była m.in. w Londynie i Barcelonie. Od 21 lutego oglądać ją można na terenie centrum handlowego Blue City w Warszawie.
Zdaniem ks. dr. Filipowicza wystawa budzi poważne zastrzeżenia etyczne. - Wiemy jak to bywa w państwach typu Chiny: tam zwykle człowiek wyraża zgodę, czy chce czy nie chce – podkreśla jezuita. Zwraca również uwagę, że przekazanie ciała na cele naukowe nie jest tożsame ze zgodą na eksponowanie go na wystawie i to w dodatku za pieniądze (ceny biletów wynoszą od 30 do 59 zł).
- Czy to można nazwać nauką? Czy też raczej jest to próba wywołania silnych emocji i próba zarobkowania? – zapytuje. Zastanawia się również, w jaki sposób można było uzyskać zgodę od nienarodzonych jeszcze dzieci.
Ks. Filipowicz zaznacza, że tego typu inicjatywy, podobnie jak wcześniejsze tego typu, autorstwa Guntera von Hagensa, nie budzą szacunku dla człowieka i ciała. - Jest to odrzucenie sakralnego charakteru ludzkiego ciała. Ciało w tym ujęciu nie jest niczym więcej, jak tworzywem plastycznym – jak dykta, papier, glina, czy metal – stwierdza.
Zdaniem zakonnika można to porównywać – nie wprost ale mentalnie – i do tradycji komunistycznych i nazistowskich, gdzie ciało stawało się eksponatem muzealnym lub przedmiotem obróbki przemysłowej.
- Bolszewicy wystawiali ciało św. Andrzeja Boboli jako osobliwość w Muzeum, a naziści robili popielniczki z czaszek. Człowiek sprowadzony zostaje do poziomu rzeczy. Nie widzę wielkiej różnicy między tym, a wystawami Glovera czy von Hagensa – zaznacza.
MaRo/Dz/Ekai.pl
Zobacz także:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

