Wiara i rozum muszą ze sobą współpracować, religia jest państwu i człowiekowi potrzebna, a dialog ekumeniczny powinien prowadzić do celu, jakim jest widzialna jedność – to najważniejsze wnioski z zakończonej w niedzielę pielgrzymki Benedykta XVI do Wielkiej Brytanii.
Tę pielgrzymkę charakteryzował nie tylko niezwykle mocny przekaz, ale również ogromna wewnętrzna spójność tego, co Benedykt XVI chciał powiedzieć Brytyjczykom. Kolejne kazania, wystąpienia, słowa na spotkaniach dotyczyły, mimo ogromnej rozpiętości tematycznej, zazwyczaj tego samego. Papież nigdy nie odchodził od głównej linii swojego komunikatu i wciąż powracał do tego, co najistotniejsze. I nie miało znaczenia, czy swoje słowo kierował do biskupów anglikańskich, do liderów innych religii, do młodzieży ze szkół katolickich czy do brytyjskich polityków.
Istotą przesłania Benedykta XVI w czasie tej pielgrzymki są słowa św. Augustyna, który na początku „Wyznań” przypomniał, że niespokojne jest serce ludzkie, dopóki nie spocznie w Bogu. I właśnie to przekonanie o konieczności religii, spotkania z Bogiem, poszukiwania odpowiedzi na pytania fundamentalne – uczynił papież głównym komunikatem tej pielgrzymki. Powracał on w każdym niemal przemówieniu. – Poszukiwanie sacrum jest szukaniem jedynej rzeczy niezbędnej, która sama tylko zaspokaja pragnienia ludzkiego serca – mówił Benedykt XVI do przedstawicieli innych religii.
A chwilę później uzupełniał, że choć „nauki szczegółowe dostarczają nam bezcennego zrozumienia aspektów naszego istnienia i pogłębiają nasze pojmowanie działania fizycznego wszechświata, które może być wykorzystane, aby przynieść wielkie owoce rodzinie ludzkiej”, to nie mogą one odpowiedzieć na najbardziej podstawowe ludzkie pytania. – Nie mogą zaspokoić najgłębszych pragnień ludzkiego serca, nie mogą w pełni wyjaśnić nam naszego pochodzenia i naszego przeznaczenia, dlaczego i po co istniejemy, nie mogą nawet dostarczyć nam wyczerpującej odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?” – tłumaczył Ojciec Święty.
To dlatego zwracając się do młodzieży papież tak jasno apelował, by nie tylko dążyła ona do świętości, ale także, by spójnie łączyła wiarę i naukę w swoim rozwoju intelektualnym i duchowym. – Zawsze jednak pamiętajcie, że każdy przedmiot, którego się uczycie, jest częścią większego obrazu. Nigdy nie dopuszczajcie do tego, abyście stawali się ludźmi o ciasnych horyzontach. Świat potrzebuje dobrych uczonych, ale spojrzenie naukowe staje się niebezpiecznie wąskie, jeśli pomija religijny lub etyczny wymiar życia, tak jak i religia staje się zawężona, jeśli odrzuca uprawniony wkład nauki do naszego rozumienia świata. Potrzebujemy dobrych historyków, filozofów i ekonomistów, lecz jeśli opis życia ludzkiego, które dają w ramach swej specjalności, jest zbyt wąski, mogą nas tym wprowadzić w poważny błąd – podkreślał papież.
Tak jasne podkreślenie, że wiara i rozum muszą się uzupełniać, i że „czysta” nauka w istocie ogranicza ludzkie poznanie, jest – w jakimś stopniu – polemiką z bardzo silnymi na Wyspach środowiskami „naukowych ateistów”, którzy jak Stephen Hawking czy Richard Dawkins dowodzą, że z kosmologii czy biologii można wyprowadzić wniosek o nieistnieniu Boga. Benedykt XVI odpowiada im zupełnie jasno, że pytania o cel, o istnienie, o sens – nie wchodzą w zakres nauk szczegółowych, a są przestrzenią, w której dominować musi „rozum” (mądrość) oświecona przez wiarę. Biolog, kosmolog, fizyk nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego świat istnieje, mogą co najwyżej wyjaśniać, jak do tego doszło, że on powstał. Pytanie „dlaczego”, „w jakim celu” – są już zarezerwowane dla innego typu myślenia i rozważania.
Otwartość na wiarę i dążenie do rozwoju mądrości nie są jednak, i nie powinny być, celem samym w sobie. One mają raczej prowadzić człowieka ku Bogu, czy – jak to określał Jan Paweł II – na „dwóch skrzydłach wznosić nas ku Bogu”. I podobnie dialog, choć ważny i potrzebny, nie jest i nie powinien być rozumiany jako cel sam w sobie. Najlepszym tego dowodem jest uznanie Johna Henry’ego Newmana za wzór cnót ekumenicznych. Skąd taka papieska ocena? Otóż - jak wyjaśnia Benedykt XVI - brytyjski konwertyta „z jednej strony dążył do dochowania wierności sumieniu, nawet za wysoką cenę osobistą, a z drugiej strony kierowany głębokim pragnieniem jedności w wierze, utrzymywał nadal serdeczne przyjaźnie z byłymi kolegami, co doprowadziło go do badania wraz z nimi, w duchu prawdziwie irenicznym, zagadnień, co do których się różnili”.
To całkowicie jednoznaczne wezwanie, by nie obawiać się wniosków z własnych religijnych poszukiwań, można bez ryzyka większej obawy odczytywać jako apel do tych wszystkich anglikanów, także duchownych, którzy odczytali już prawdziwość katolicyzmu, ale obawiają się życiowych i ekumenicznych konsekwencji swoich decyzji. Takich ludzi wciąż w Wielkiej Brytanii, ale też w wielu innych krajach, gdzie anglikanizm jest mocny, nie brakuje. Stawiając za wzór Newmana papież kieruje także apel do katolików (często nawróconych z innych wyznań czy niewiary), by i oni potrafili o różnicach w wierze rozmawiać w sposób pokojowy i nacechowany szacunkiem dla drugiej strony.
Dialog nie oznacza jednak jasnego przypomnienia, co jest autentycznym fundamentem jedności i ekumenizmu. A jest nią - jak przypominał papież - nie tyle „polityczna poprawność”, nie tyle kompromisy, ile… autentyczna tradycja apostolska. – Jedność Kościoła nigdy nie może być inna niż jedność w wierze apostolskiej, w wierze powierzonej każdemu nowemu członkowi Ciała Chrystusowego w obrzędzie chrztu. Jest to ta wiara, która łączy nas z Panem, sprawia, że mamy udział w Jego Duchu Świętym i tym samym, już teraz, w życiu Trójcy Świętej, będącej wzorcem koinonii Kościoła na tym padole – wyjaśniał Ojciec Święty w przemówieniu podczas nabożeństwa ekumenicznego w Opactwie Westminsterskim.
Ale nie zabrakło w czasie tej pielgrzymki także niezwykle mocnego apelu do polityków o to, by nie niszczyli Europy… - Nie mogę nie wyrazić mojego zaniepokojenia rosnącą marginalizacją religii, zwłaszcza chrześcijaństwa – mówił Benedykt XVI w gmachu brytyjskiego Parlamentu. A ten element jego przesłania wracał nieustannie w kolejnych kazaniach. I jakoś trudno nie ulec wrażeniu, że powód był niezwykle prosty. Otóż papież ostrzegał Brytyjczyków, ale i pośrednio nas wszystkich, że bez chrześcijaństwa, bez Boga – naszego kontynentu nie będzie.
- Ten naród i Europa, którą Beda i współcześni mu pomogli budować, jeszcze raz stają na progu nowej epoki. Niech przykład św. Bedy będzie natchnieniem dla chrześcijan tych ziem do ponownego odkrywania ich wspólnego dziedzictwa, do umacniania tego, co mają wspólne i do dalszych wysiłków na rzecz wzrastania w przyjaźni. Niech Zmartwychwstały Pan umacnia nasze wysiłki ku naprawie tego, co zerwano w przeszłości i do wychodzenia naprzeciw wyzwaniom teraźniejszości z nadzieją na przyszłość, której w swej Opatrzności udziela On nam i naszemu światu – powiedział Benedykt XVI. I to jest istota przesłania Benedykta, które niewątpliwie trzeba sobie przyswoić.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

