Były pilot płk. Piotr Łukaszewicz udzielił dziś wywiadu dziennikowi "Polska. The Times". Dziennikarz Andrzej Grzegrzółka odpytuje go nawiązując do opublikowanych przez "Wprost" rewelacji, które jednoznacznie sugerują, że winę za katastrofę pod Smoleńskiem ponoszą piloci maszyny. Publikacja tygodnika po raz kolejny próbuje przeforsować tezę o tym, że podczas lądowania w kabinie pilotów były jeszcze osoby trzecie i to one mają ponosić odpowiedzialność za rozbicie TU-154.

Artykuł "Wprost" zdaje się być klarowny w swoim przesłaniu – to gen. Błasik wywierał presję na pilotów. Swoją tezę tygodnik popiera zeznaniami żon pilotów, z których wynikałoby, że generałowi Błasikowi nie raz zdarzyło się wywierać presję na podwładnych, a nawet wyganiać z fotela drugiego pilota i zajmować jego miejsce. To wszystko dziennikarze "Wprost" okraszają wnioskiem, że na pewno gen. Błasik przez takie swoje zachowanie musiał być w konflikcie z pilotami.

Daje się temu zwieść dziennikarz "Polska. The Times" i dopytuje: "To chyba, przyzna Pan, dość kontrowersyjna praktyka. Nie sądzę, aby miała dobry wpływ na relacje wewnątrz pułku". Płk. Łukaszewicz zachowuje rozsądek i tłumaczy, że podobne praktyki są powszechne wśród pilotów czynnie wykonujących loty, a jednocześnie przełożonych z wyższych szczebli. Mówi, że "dowódca SP realizował indywidualne szkolenie lotnicze na samolotach Jak-40. Był czynnym pilotem i w przytoczonych w zeznaniach przypadkach korzystał z przywileju dowódczego, iż mając możliwość wykonywania lotów operacyjnych w składzie załogi lub szkolnych z instruktorem, sam mógł zdecydować, że to on wykona dany lot". Łukaszewicz dodaje, że można w takiej sytuacji zrozumieć rozgoryczenie pilota, który wchodząc na pokład maszyny dowiaduje się, że jednak nie usiądzie za sterami.

Łukaszewicz podkreśla jednak, że takie sytuacje mogły mieć miejsce, ale podczas szkoleń lotniczych, i to na maszynach typu Jak-40 (w przypadku gen. Błasika). Łukaszewicz jasno podkreśla: "Według mojej wiedzy gen. Błasik nie miał uprawnień do pilotowania Tu-154 i niemożliwe, aby się na taki krok zdecydował". Skąd więc oskarżenia, rzekomo płynące ze strony samych rodzin pilotów, pod adresem gen. Błasika? Oskarżenia, które nota bene idealnie wpisują się w forsowaną od samego początku przez stronę rosyjską tezę o winie polskich pilotów, szybko podchwyciły rosyjskie media, aby raz jeszcze przypomnieć zarzut o winie polskich pilotów.

Płk. Łukasik zdaje się jednak podchodzić z rezerwą do sprzedawanych przez "Wprost" "rewelacji". Tłumaczy, że zeznania rodzin obarczanych winą pilotów są silnie nacechowane emocjonalnie. Nie dziwi więc, że mogą podkreślać, że to gen. Błasik wywierał na nich nacisk. - Musimy odnieść się ze zrozumieniem do faktu, że osoby, a zwłaszcza członkowie rodzin ofiar tragedii z 10 kwietnia, prezentują opinie dotyczące katastrofy, w tym także na temat udziału w niej gen. Błasika, które są nacechowane silnymi osobistymi emocjami. To można zrozumieć. Jednak twierdzenia, że dowódca SP był w osobistym konflikcie z jednym czy drugim członkiem załogi tupolewa to bardziej tezy wyartykułowane przez autorów publikacji niż opinie kolegów z pułku czy bliskich poległej załogi. To nie miało żadnego związku z tragicznym zakończeniem lotu – mówi płk. Łukasik.

Pozostaje pytanie, czemu dziennikarzom "Wprost" tak bardzo zależy na dowiedzeniu winy gen. Błasika i jakie fakty dotyczące śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej forsowane teorie mają zakamuflować.

Marta Brzezińska

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »