Gen. Nosek udzielił „Rzeczpospolitej” wywiadu w sprawie taśm Kalisz-Kwaśniewski. By podkreślić wagę sprawy przekonuje, że to jego pierwszy wywiad od 23 lat, gdy wstąpił do służb specjalnych.
Gen. Janusz Nosek przyznał, że rzeczywiście spotkał się z Ryszardem Kaliszem. Spotkanie miało być związane z odwołaniem generała ze stanowiska szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego na mocy decyzji MON.
Wojskowy przekonuje, że prosił Kalisza o pomoc, jak postępować w sytuacji procedury odwołania oraz jak „bronić swojego dobrego imienia przed atakami polityków PiS”.
Drugą kwestię, jaką mieli poruszyć Nosek i Kalisz, stanowiła sprawa nowego szefa SKW. Nosek chciał, by został nim płk Dariusz Pilarz, jego pierwszy zastępca. Wojskowy poprosił Kalisza o polityczne wsparcie tej kandydatury.
Nosek zapewnia, że nie mówił w ogóle o Tomaszu Siemoniaku. „Jedyne słowa, które mogły paść, to jakaś ogólna ocena sytuacji w resorcie obrony. W tym czasie zaczęły się ukazywać publikacje sugerujące, że zostałem odwołany dlatego, że SKW miała zastrzeżenia do generała Waldemara Skrzypczaka, wiceszefa MON odpowiedzialnego za zakup uzbrojenia. Kwestia ta mogła być skwitowana kilkoma zdaniami na końcu spotkania” – mówi generał.
Andrzej Stankiewicz, rozmówca Noska z „Rzeczpospolitej” wskazuje, że krąży w kuluarach inna wersja tej historii. „To opowiem panu wersję, która jest popularna w światku politycznym. Nosek był rozgoryczony, bo nie spodziewał się, że zostanie odwołany za sprawę Skrzypczaka. Uznał więc, że jeśli do tego doszło, to nad Skrzypczakiem stoi ktoś wyżej, kto go kryje. I powiedział Kaliszowi, że to ‘Siemoniak co najmniej’” – powiedział Stankiewicz.
„Spotkanie w ogóle nie dotyczyło mojego samopoczucia i okoliczności mojego odejścia. Co najwyżej mogłem odnieść się do medialnych dywagacji o powodach mojej dymisji. Ale – powtarzam – nigdy nie wyrażałem jakichkolwiek podejrzeń dotyczących korupcji ministra Siemoniaka!” – odparł generał.
kad/Rzeczpospolita
