Sekuła w chwili obejmowania funkcji szefa komisji śledczej badającej sferę hazardową rokował, że będzie się chociaż starał dojść prawdy o współpracy posłów PO z biznesem hazardowym. Były prezes Najwyższej Izby Kontroli, poseł nie z pierwszego szeregu frontu walki politycznej, nie związany z najwyższymi władzami PO – to dawało nadzieję, że opinia publiczna może się czegoś dowiedzieć o nieprawidłowościach przy nowelizacji ustawy hazardowej. Nadzieja ta okazała się jednak płonna. Mirosław Sekuła bardzo szybko wyzbył się wszelkich zahamowań i upartyjnił działania komisji. Jej głównymi zadaniami stało się oczyszczenie imienia polityków PO zamieszanych w aferę hazardową, rozmycie obrazu afery w świadomości społecznej. Przesłanie dla Polaków miało być jasne: afery nie było, nieprawidłowości były od zawsze, premier Tusk jest największym mężem stanu, a polityczne patologie w Polsce są skutkiem działań CBA i jego szefa. Sekuła swoje założenia realizował systematycznie podczas każdego przesłuchania.
Szef komisji jako jedyny z kierujących pracami posłów śledczych dawał większe prawo świadkom niż przesłuchującym. W sposób autorytarny cenzurował pytania parlamentarzystów, uchylając je. Na każdym kroku zachęcał świadków, by wnioskowali o uchylenie pytań, jeśli nie chcą na nie odpowiadać. Wraz z rozwojem prac komisji Sekuła coraz bardziej zdawał się kierować nie pracami śledczych, tylko zespołem świadków, pomagając im zeznać to, co powinni. Inaczej traktował ludzi z własnego obozu politycznego, pozwalając im na wielogodzinne głoszenie przemówień, w których dowodzili swoich racji, a inaczej polityków z obozu przeciwnego.
Sekuła do celów komisji dopasował organizację jej prac. Największa jej aktywność przypadała na okres, w którym posłowie nie mieli dostępu do dokumentów prokuratury prowadzącej śledztwo ws. afery hazardowej. Posłowie w związku z tym nie mieli szans dobrze przygotować się do przesłuchań i często posiedzenia komisji były nieefektywne. Gdy posłom udało się otrzymać wgląd w akta, prace jakby spowolniły. Wiele razy zdarzało się jednak, że Sekuła wzywał na ten sam dzień dwóch bardzo ważnych świadków. Zarówno śledczy jak i zeznający po wielu godzinach pracy byli zmęczeni, więc przesłuchania często odbywały się w sposób chaotyczny. Szef komisji jednego dnia kumulował zeznania ważnych świadków, na inne posiedzenia z kolei wzywał zaledwie kilka osób, które nie miały o czym mówić. Charakterystycznym tylko dla tej komisji jest zeznanie jednego ze świadków, który po przyjechaniu z drugiego końca Polski powiedział przed komisją tylko jedno zdanie: nie miałem nic wspólnego z pracami nad nowelizacją ustawy o grach losowych i zakładach wzajemnych. Po tym zdaniu przesłuchanie zakończono. Terminarz zeznań układany był również tak, by przesłuchanie polityków PO zbiegało się w czasie z innymi atrakcyjnymi dla mediów wydarzeniami. Wszystko po to, by odwrócić uwagę opinii publicznej od prac komisji.
Działania Sekuły stały się symbolem marnotrawienia czasu i pieniędzy podatników oraz skutecznego matactwa. Poseł Platformy dopilnował, by wyborcy nie poznali prawdy o nieetycznych działaniach Zbigniewa Chlebowskiego, Mirosława Drzewieckiego, zaangażowaniu Grzegorza Schetyny w całą sprawę, czy prawdy o przecieku o akcji CBA do osób podejrzanych. Zamiast badania rzeczywistych nieprawidłowości, na których dowody zebrało Centralne Biuro Antykorupcyjne, posłowie zajmowali się historycznymi błędami w legislacji z lat 90. Polityczni decydenci PO chcieli pokazać, że patologie hazardowe to polska norma, że większe afery miały miejsce w czasach rządów SLD i PiS. Jeden z posłów Platformy Obywatelskiej stwierdził, że właściwie należy mówić o aferze Przemysława Gosiewskiego, a nie hazardowej.
Narracji Platformy Obywatelskiej dopełnić miał raport końcowy z prac komisji hazardowej. Dokument przygotowany przez Mirosława Sekułę skupiał się na dowodzeniu, że politycy PO są wiarygodni i prawdomówni, za patologie odpowiadają ś.p. Lech Kaczyński i ś.p. Przemysław Gosiewski, jedynym przeciekiem w związku z aferą hazardową była publikacja dokumentów CBA w „Rzeczpospolitej”, za którą odpowiedzialne jest Biuro, a premier jest mężem stanu i zachował się w sposób wzorcowy w całej sprawie. Choć taki kształt raportu oprotestowała opozycja, to widać wyraźnie, że Sekuła dąży uparcie do realizacji partyjnych wytycznych. Platforma od początku bowiem, zamiast odciąć się od posłów zamieszanych w aferę hazardową i wyjaśnić ją, wolała całą sprawą obarczyć CBA i opozycję.
W państwach o dłuższej tradycji demokratycznej poseł Mirosław Sekuła po tylu miesiącach mataczenia i zaciemniania prawdy o aferze, która przypomina zamawianie u posłów konkretnych rozwiązań legislacyjnych, byłby posłem skończonym i nie miałby czego szukać w polityce. Jednak w polskich realiach Sekuła stał się jednym z najważniejszych i najbardziej zaufanych ludzi w swojej partii. On pozwolił PO przejść przez niebezpieczny dla jej polityków okres, zneutralizował zagrożenie i odwrócił uwagę od patologii wynikającej z jej biznesowego zaplecza. Prawdopodobnie dzięki swojej pracy w komisji Mirosław Sekuła otrzyma nagrodę w postaci zgody na start w wyborach prezydenckich w Zabrzu. O chęci zmiany Sejmu na urząd zabrzański poseł mówił wielokrotnie. Teraz, gdy zasłużył się partii, będzie mógł zająć się tym, co tak naprawdę chciałby robić. Jak wiadomo o marzenia trzeba walczyć, a ich realizacja często wymaga wyrzeczeń. A że dla swoich marzeń poseł Sekuła musiał wyrzec się obiektywizmu, autorytetu, prawdomówności, charakteru i stał się politykiem bez honoru, to trudno. Przecież nie trzeba mieć w domu luster i patrzeć sobie w twarz.
Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

