Komorowski odnosi się do kwestii przemarszu rosyjskich kibiców przez Warszawę. - To nie była manifestacja, tylko przejście kibiców na stadion. Na to nie trzeba było żadnej oficjalnej zgody, zresztą nikt z takim wnioskiem nie wystąpił. Chodziło o pomoc grupie, która o tę pomoc się zwróciła. A wszystkim nam powinno zależeć, aby Polskę pokazywać Europie i światu jako kraj gościnny i przyjazny - mówi. 

 

Na sugestię dziennika, że nie trzeba wielkiej wyobraźni, aby przewidzieć, że może dojść do burd, prezydent odpowiada: "Źródłem kłopotów nie byli idący na stadion kibice z Rosji, a nasi chuligani, i pamiętajmy, że za te zdarzenia nasi polscy kibice przeprosili kibiców rosyjskich, a materiał umieszczony przez nich w internecie był dobrze przyjęty i szeroko komentowany". 

 

"Fakt" przypomina, że dodatkowo tamtego dnia wypadało święto narodowe Rosji. - Tyle że mało kto kojarzy tę datę w Polsce, a jeżeli kojarzy, to raczej dobrze, bo to przecież data upadku ZSRR. Nie próbujmy usprawiedliwiać chuligaństwa, bo to fałszywy trop. Termin meczu został wyznaczony przez UEFA. Czy to jest powód, by zabraniać wspólnego świętowania prawdziwym kibicom? - pyta Komorowski. 

 

Następnie prezydent tłumaczy się z obietnic rządu, zgodnie z którymi na Euro miała powstać sieć autostrad, podczas gdy eksperci mówią, że nie stanie się to prędzej, niż w ciągu dziesięciu lat. - Autostrady będziemy, co daj Boże, budować i przez następne dwadzieścia lat... Trzeba mieć przesłonięte oczy, by nie dostrzegać i nie doceniać, że jest już ogromny postęp. Autostrady są, a do niedawna mogliśmy o nich tylko marzyć - mówi Komorowski. 

 

Na pytanie, czy myśli o drugiej kadencji, Komorowski odpowiada: "Jeszcze mam sporo czasu, żeby popracować w obecnej kadencji. Byłoby arogancją, gdybym teraz składał takie deklaracje. Moją pracę na bieżąco oceniają wyborcy. Słyszałem, że niektórzy politycy już dzisiaj się ścigają w zapowiedziach, że wystartują w wyborach prezydenckich za trzy lata. W moim przekonaniu jest to tylko wynik walki o prymat po prawej bądź lewej stronie sceny politycznej. Ja jeszcze czuję, że dwa lata temu wygrałem i to mnie mobilizuje do pracy". 

 

eMBe/Fakt.pl