Dziś prace rozpoczęła komisja śledcza, która będzie badać aferę Amber Gold. 

Komisja śledcza badająca aferę Amber Gold będzie dążyła do maksymalnej jawności - zapewnia jej szefowa, Małgorzata Wassermann z PiS. Dziś odbyło się pierwsze merytoryczne posiedzenie - za zamkniętymi drzwiami. Kolejne zaplanowano na środę, 14. września.

Na dzisiejszej konferencji posłanka Wassermann mówiła, że postara się o to, by przynajmniej część kolejnych posiedzeń była jawna.Będzie zwracać się do instytucji o zwolnienie dokumentów świadków z tajemnicy, część z tych osób komisja będzie mogła samodzielnie zwolnić z tajemnicy. Jeśli nie będzie takiej możliwości, posiedzenia będą się odbywały za zamkniętymi drzwiami. 

Małgorzata Wassermann mówiła, że prace komisji mogą potrwać około dwóch lat. Zastrzegła jednak, że najpierw komisja musi się zapoznać z materiałami prokuratury. Po dostarczeniu akt ustali listę świadków i kolejność ich przesłuchania. Posłanka zapowiadała, że komisja nie planuje w najbliższym czasie przesłuchiwać Donalda Tuska, ale - przed rozpoczęciem posiedzenia - powiedziała, że na końcu zostanie wezwany były premier.

Komisja ma w planach też skontaktowanie się z Sądem Okręgowym w Gdańsku. Rozmowa ma dotyczyć między innymi procedury przesłuchania tymczasowo aresztowanych byłego szefa firmy Marcina P. i jego żony Katarzyny P.. Aresztowano ich pod zarzutami oszustwa znacznej wartości.

Na pierwszym posiedzeniu członek komisji Krzysztof Brejza z PO mówił, że odrzucony został wniosek mniejszości, by komisja wydała końcowy raport w ciągu kilku miesięcy. Nie zyskał poparcia też jego wniosek o zakończenie prac w pół roku.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann z PiS uważa, że taki termin jest nierealny. Podobnego zdania był Witold Zembaczyński z Nowoczesnej. Wniosek PO nazwał "kolejną próbą rozwodnienia sprawy Amber Gold".

Amber Gold była firmą, która miała inwestować pieniądze klientów w złoto i inne kruszce. W sierpniu 2012 roku ogłosiła likwidację, tysiącom ludzi nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Sprzeniewierzone fundusze szacuje się na 850 milionów złotych. Szef firmy Marcin P. i jego żona Katarzyna P. zostali aresztowani pod zarzutami oszustwa znacznej wartości. Od 21 marca przed gdańskim sądem trwa ich proces.

ds/IAR