Nie zaszkodzili Węgrom, nie zaszkodzą Polsce. Komisja Wenecka (KW) próbowała wpłynąć na zahamowanie reform w Budapeszcie. Bezskutecznie. Podobnego scenariusza należy się więc spodziewać także nad Wisłą.
W 2011 r., gdy rządzący Fidesz miał na Węgrzech wystarczającą większość niezbędną do zmiany ustawy zasadniczej, prawnicy z KW próbowali wpłynąć na zmianę jej przepisów. Poddali druzgocącej krytyce nową węgierską konstytucję. Krytykowali m.in. brak transparentności prac nad nowym prawem, brak dialogu z opozycją parlamentarną czy brak debaty publicznej w tej sprawie.
Prawnikom z KW nie podobał się również pośpiech towarzyszący uchwalaniu ustawy zasadniczej, pomysł regulowania kluczowych kwestii większością 2/3 głosów w parlamencie, a także, uwaga ograniczenie władzy Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza w kwestiach wypowiadania się o finansach państwa.
Negowano za to zbyt duże uprawnienia Rady Budżetowej, zbyt małą ochronę podstawowych praw i wolności, niewystarczającą ochronę mniejszości i niewystarczające niwelowanie napięć na tle etnicznym. Tak więc zastrzeżeń było mnóstwo i to z każdej strony.
Politycy Fideszu byli powściągliwi z komentowaniem prac KW. Sugerowali brak zrozumienia nowej konstytucji Węgier oraz zbytnią ingerencję w wewnętrzne sprawy Węgier. Nie dali się uwieść także pochlebstwom, gdy chwalono Budapeszt za „stanowienie standardów zgodnie ze wspólnymi europejskimi wartościami” i współpracę z KW.
Węgrzy nie ugięli się i nie przyjęli większości zaleceń KW w sprawie konstytucji. Ustawa zasadnicza weszła w życie 1 stycznia 2012 r., a z KW wciąż płynęły głosy krytyki. Europejscy prawnicy gromili Budapeszt za rzekome ograniczenie niezależności Trybunału Konstytucyjnego, przepisy dotyczące Prokuratury Generalnej i niedostateczną ochroną praw mniejszości narodowych.
Warto też dodać, że współpraca toczyła się w znacznie bardziej napiętych relacjach. Węgrzy prowadzili ostry dialog z Komisją Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, także w kwestiach finansów. KE i MFW szantażowali Budapeszt nieudzielaniem pożyczek temu krajowi. W rezultacie dwa lata później rząd Victora Orbana przedterminowo spłacił wszystkie długi zaciągnięte przez socjalistów i wyprosił biurokratów z MFW ze swojego kraju.
Należy się więc spodziewać, że jesteśmy dopiero u progu poważniejszego konfliktu na linii Warszawa-Bruksela. Należy jednak stać twardo przy swoim. Zarówno Komisja Wenecka, jak i Komisja Europejska nie mogą nam zaszkodzić. Tak samo, jak nie zaszkodziły Węgrom. Dzięki swej nieugiętości Węgrzy mogą się dziś cieszyć autonomią i samorządnością. Miejmy nadzieje, że wkrótce tak samo będzie w Polsce.
Tomasz Teluk
