Ksiądz Piesiur w wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego" stwierdził, że opisywane przez "Gazetę" przypadki to przekłamania pisane w "pogoni za sensacjami, szczególnie z udziałem osób związanych z Kościołem katolickim". A "podawanie informacji, że grunt jest wart 300 lub 200 milionów, zależy od fantazji danej osoby".

- Tu nie chodzi tylko o mnie, ale i o dobre imię całej Komisji Majątkowej. Władze Białołęki pomówiły nas przed prokuraturą. My zrobiliśmy podobny ruch - broni się dziś na łamach "Gazety" ksiądz Piesiur.

Źródło: wyborcza.pl

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »