- Nie można pozostać obojętnym wobec tego, że w naszym kraju nadal stoją pomniki ku czci osób odpowiedzialnych za śmierć i prześladowania dziesiątek tysięcy Polaków – mówił w rozmowie z „Rz" Seweryn Szwarocki, prezes stowarzyszenia KoLiber.
Prof. Antoni Dudek zwraca uwagę, że spór o komunistyczne pomniki wcale nie jest nowy, bo właściwie zaczął się z upadkiem komunistycznej dyktatury. Dodaje jednak, że każdy przypadek jest inny i należałoby je rozpatrywać indywidualnie. - Zależy, co przyjmujemy za pamiątki, emblematy czy komunistyczne symbole. Często na tym polu dochodzi do nadużyć – mówi w rozmowie z portalem Fronda.pl prof. Dudek i za przykład podaje casus Ludwika Waryńskiego, który wprawdzie był „działaczem socjalistycznym, ale nie był komunistą i nie miał nic wspólnego z PRL, choć był wtedy na sztandarach i banknotach niezwykle promowany”.
- Po pierwsze, trzeba się dobrze przyjrzeć postaci, której poświęcony jest obiekt. Ci, którzy służyli dyktaturze, byli w ten, czy inny sposób związani z aparatem władzy od '44 roku, moim zdaniem nie powinni być w żaden sposób upamiętniani. Takie miejsca pamięci powinny być bezspornie usuwane, co nie oznacza, że należy usunąć pomniki wszystkich ludzi, którzy byli w PRL promowani – mówi prof. Dudek i podaje przykład Ludwika Waryńskiego. - Waryński miał swoje zasługi w walce z caratem, był socjalistą, ale w czasach, kiedy żył, socjalizm oznaczał coś zupełnie innego niż po II wojnie światowej – argumentuje.
Inaczej sprawa wygląda z, niezwykle promowanym w PRL, Karolem Świerczewskim, którego pomniki, zdaniem prof. Dudka, powinny być bezspornie usunięte, ponieważ aktywnie uczestniczył w budowie reżimu komunistycznego w Polsce.
Działacze KoLibra mogą liczyć na wsparcie znanych osób. W komitecie honorowym akcji znaleźli się m.in. historycy: Leszek Żebrowski i Jan Żaryn, socjolog Barbara Fedyszak-Radziejowska, kompozytor Przemysław Gintrowski, ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, były rzecznik interesu publicznego Bogusław Nizieński oraz Zofia i Zbigniew Romaszewscy. Aprobaty dla inicjatywy nie kryje też Andrzej Melak, prezes Komitetu Katyńskiego oraz płk Jan Podhorski, prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w Wielkopolsce.
Prof. Dudek zastanawia się jednak, jak sprawę rozwiązać skutecznie - usuwanie pomników wiąże się z pewnymi kosztami. A te są największe w przypadku zmiany nazw ulic. - Tutaj koszty powinien pokrywać skarb państwa, ale jeśli chodzi o różnego rodzaju tablice, czy pomniki, to koszty są niższe, ale też ktoś je musi pokryć. Sprawa niestety zawsze będzie zależała od lokalnych samorządów. Jeśli nikt nie będzie przeciw upamiętnianiu komunistów protestował, to takie tablice zostaną na zawsze. A nie powinny – mówi prof. Dudek.
I dodaje, że inicjatywa ma sens, „ale pod warunkiem, że będzie rozsądnie prowadzona i nie da się łatwo ośmieszyć takimi historiami, jak z Ludwikiem Waryńskim”.
- Jest dużo pomników poświęconych Armii Czerwonej i zawsze pojawiają się głosy, że może lepiej ich nie usuwać, bo będzie to drażniło rosyjskie władze. Do tego dochodzi kwestia oceny tego, co się w Polsce wydarzyło w '44 i ' roku. Dla jednych to było wyzwolenie, dla innych nie. Tu jest spór zasadniczy, co doskonale widać na przykładzie pomnika tzw. „czterech śpiących” na warszawskiej Pradze. Moim zdaniem, powinniśmy go usunąć, bo czym innym jest dbanie o groby żołnierzy sowieckich, którzy polegli na ziemiach polskich (powinny być otoczone należytą opieką, a jeśli w pobliżu takich cmentarzy są pomniki, to powinni tam zostać), a czym innym postawienie pomnika w środku miasta. To nie ma racji bytu, bo Armia Czerwona przyniosła Polsce nic ponad inną formę zniewolenia. Nie ma też powodów, by ulegać presji ze strony rosyjskiej – oni zawsze będą mieli do nas o coś pretensje. Niezależnie od reakcji strony rosyjskiej, na takie pomniki nie ma w Polsce miejsca. Armia Czerwona przyniosła kolejną dyktaturę i tolerowanie pomników jej poświęconych jest nieuprawnione – konstatuje prof. Dudek.
Marta Brzezińska
Przeczytaj, co na temat akcji KoLibra sądzi redakcyjny Kolega, Łukasz Adamski: Koliber chce wygonić z pomnika bolszewika. A co jak prawnie jest to niemożliwe?

