Zabranianie personalnego odnoszenia się do powódki, jest tylko mydleniem oczu i udawaniem, że aborcja to jakiś unoszący się nad społeczeństwem mglisty problem, który nie dotyczy konkretnych osób. W przypadku gdy kimś, kto walczy o uznanie swojej racji w sprawie zamordowania nienarodzonego dziecka jest kobieta, która publicznie wypowiada się na ten temat, trudno w tekście dziennikarskim napisać, że „pewna niewiasta walczy o zadośćuczynienie za niemożliwość dokonania aborcji”. Twarz Alicji Tysiąc była znana we wszystkich dziennikach, tak samo jak jej nazwisko. W tym przypadku Gość Niedzielny, głosząc poglądy katolickie nie mógł pisać w sposób pozytywny o jej działaniach. A chyba tylko takie stanowisko byłoby do zaakceptowania przez obrońców politycznej poprawności.
Ciemnogrodzianka/Fronda.pl/ciemnogrodzianka/blog
Zgadzam się z komentarzem Marka Gancarczyka, że to co zrobił dziś sąd to próba zaprowadzenia w Polsce ideologicznej cenzury. Postawienie spraw na głowie - czymże na Boga jest pozbawienie życia, jeśli nie zabójstwem (patrz Słownik Języka Polskiego)? A jeśli zdaniem sądu próba dokonania aborcji nie jest pozbawieniem życia osoby, niech łaskawie ów Sąd Okręgowy w Katowicach autorytatywnie rozstrzygnie raz na zawsze spór, który toczy się jak świat długi i szeroki od wielu, wielu lat - kiedy zaczyna się ludzkie życie, kiedy możemy mówić o osobie? Jeśli w przypadku Alicji Tysiąc nie możemy mówić o chęci pozbawienia życia człowieka (zgodnie z polskim prawem) - w następnej kolejności na wyrok czekają Benedykt XVI, Episkopat Polski i - pośmiertnie - Jan Paweł II. (...) Trudno mi uwierzyć, że ze sporu czysto światopoglądowego w wolnym kraju można robić przestępstwo.
Szymon Hołownia/Newsweek.pl/blogi/szymon-holownia
Alicja Tysiąc otrzymała odszkodowanie nie za to, że nie mogła zabić swojego dziecka, tylko za to, że pozbawiono ją, kompromisowego ponoć, prawa do wykonania aborcji. A to wyraźna różnica. Presupozycją stwierdzenia Gancarczyka jest mniemanie, że każdy może zabić swoje dziecko, a następnie iść po odszkodowanie do Strasburga. Drugą kwestią jest stwierdzenie „bardzo chciała zabić”. Obronić się ono mogłoby tylko i wyłącznie w sytuacji, kiedy autor miałby nań dowody. Równie dobrze Tysiąc mogła bardzo nie chcieć aborcji, jednak wolała zachować swój wzrok niż płód. Mniemam, że ksiądz posiadał jakieś dowody na postawioną przez siebie tezę. W przeciwnym wypadku mogłoby to oznaczać że stanął w konflikcie z ósmym przykazaniem. A to duchownemu nie licuje. Zwłaszcza w obliczu tak lichej kwestii jak publikacja prasowa.
ezekiel/Ponowoczesny.salon24.pl
Pani sędzia orzekła w nim m.in., że katolicy co prawda mogą wyrażać swoją dezaprobatę moralną wobec wykonywania zabiegu aborcji - czyli mówiąc wprost stwierdzać, że jest ona morderstwem - ale jedynie w sensie ogólnym, a nie w odniesieniu do konkretnej osoby. Przyznać muszę, że jestem pod niezwykle głębokim wrażeniem doniosłości tej myśli. Więcej - jestem przekonany, że to nowe spojrzenie na rzeczywistość pozwoli nam zupełnie przeformułować nasz sposób myślenia o świecie. Otóż wychodzi na to, że fakty i idee, które są czymś w sensie ogólnym, zupełnie nie muszą być tym czymś w sensie szczegółowym. Możemy - w sensie ogólnym - stwierdzić, że bicie żony jest złe, ale w odniesieniu do konkretnej osoby może okazać się, że jest to dobre. Okradanie sklepów, ogólnie rzecz biorąc, jest niemoralne, ale w odniesieniu do konkretnej osoby nie możemy tego piętnować.
Tomasz Sulewski/Christianitas.salon24.pl
Jerozolima znowu w zagrożeniu. Od strony potoku Cedron podciąga złowrogi Legion. Pierwszy Tysiąc już wdziera się na mury. Czy znów pod znakiem świni?
Wiesław/Fronda.pl/wieslaw/blog
W każdym bądź razie aborcja jest takim tematem, który wiecznie przyciąga tłumy tych różnych autorytetów, którzy chcą się wypowiedzieć w tej kwestii. Oczywiście ja się bardzo z tego powodu cieszę, w końcu nie na darmo jakiś czas temu wieszałem o tych abrocjach tekściara, nie? Mamy więc zazwyczaj dwie grupy sporu: prolajferów i proczojserów, czy coś w ten deseń. Jedni mówią, że maj hołm iz maj kasyl, a drudzy mówią, że maj hołm iz maj kasyl. Ja osobiście nie wiem, czy maj hołm iz maj kasyl, więc nie wiem, która grupa ma rację. Która by racji nie miała, pogadać i się powyzywać zawsze można.
Dlatego cokolwiek śmieszne wydają sie nadzieje pewnej pani z Polsatu, bo do tego cały czas zmierzałem, która powiedziała (a może to był pan?), że być może dzięki temu wyrokowi dyskusja o aborcji będzie normalna, a nie emocjonalna. Bo to jest tak, jakby mówić Żydom (i żydom), żeby o Hitlerze gadali bez emocji. Być może jeszcze komuś ciężko to złapać, napiszę więc wprost: dyskusja o aborcji zawsze będzie emocjonalna, bo jedna ze stron takie działanie uznaje za morderstwo. A niewielu potrafi sobie gadać o morderstwach bez emocji.
smootnyclown/Smootny-clown.salon24.pl
Pierwsze stwierdzenie, które obraziło Alicję Tysiąc to to, że nie chciała ona swojego dziecka. A zatem terroryzowani przez aborcjonistów chrześcijanie winni teraz twierdzić i wyznawać, że aborcja jest wyrazem gorącego pragnienia, by dziecię przyszło na świat! Matka tak pragnie ujrzeć swoje dzieciątko, że przyspiesza wręcz zabiegiem aborcyjnym jego... jak by to powiedzieć... pojawienie się na tym świecie.
Dość tej hipokryzji! Oczywistą rzeczą jest, że ktoś, kto przerywa ciążę, nie chce dziecka. To jedno, a drugie to to, z jakiego powodu nie chce, aby dziecko się urodziło i żyło. Być może dlatego, że nie ma pieniędzy na utrzymanie, być może dlatego, że swoje własne życie ceni bardziej niż życie swojego dziecka i woli zabić je, by żyć samemu, a być może wierzy, że tak dla dziecka będzie lepiej. Nie wiem z jakiego powodu p. Tysiąc nie chciała, aby jej dziecko dalej żyło, fakt pozostaje faktem, że podjęła decyzję, aby to dziecko żyć przestało. Nie potępiamy p. Tysiąc, nie potępiamy też żadnego grzesznika na tym świecie, bo potępiać i sądzić będzie Bóg. Ale my chrześcijanie, będziemy zawsze mówić prawdę i nazywać rzeczy po imieniu.
PG/Protestanciorg.blog.onet.pl
Drodzy Czytelnicy, diabły się cieszą. Przykład Alicji Tysiąc i haniebny wyrok sądu brutalnie ujawnia, w jakim momencie historycznym znaleźliśmy się, jako Naród i Państwo. Jak dalece zaszły już zmiany w polskim prawie i wymiarze sprawiedliwości, przez które mamy być ograniczani w głoszonych poglądach, obronie narodowych wartości i stylu życia, przez które prowadzona jest faktyczna dechrystianizacja Polski i bezpardonowa wojna z wiarą, kulturą i historią Polaków.
Mirosław Orzechowski/Miroslaw-orzechowski.blog.onet.pl
wybrali: MT/sks
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

