W zeszłym tygodniu w swoim programie radiowym, który codziennie słucha kilkanaście milionów Amerykanów, Limbaugh przyznał, że popiera związki partnerskie osób tej samej płci. Gwiazdor odniósł się w ten sposób do zarzutów, że na jego czwartym weselu grał homoseksualista Elton John. - Jesteśmy z Eltonem Johnem i prezydentem Obamą po tej samej stronie, jeśli chodzi o związki partnerskie - wyznał. Limbaugh podkreśla jednak, że sprzeciwia się małżeństwom homoseksualnym. Amerykańscy komentatorzy zastanawiają się, co się stało "najsilniejszej medialnej opozycji" Baracka Obamy. Mimo tego, że uważany jest za ultraprawicowego showmena, Limbaugh jest znany z mało konserwatywnego stylu życia. Czy słowa o związkach homoseksualnych pokazały w końcu jego prawdziwe oblicze?

Sławny dzięki Reaganowi i Clintonowi

Rush Limbaugh jest związany z radiem od 16. roku życia. Sławę przyniosła mu audycja, którą prowadził w Sacramento, w której już w latach 80-tych zaczął bezpardonowo atakować lewicę, a w szczególności feministki (które nazwał "babochłopami", nie umiejącymi się odnaleźć w przestrzeni publicznej) i ekologicznych "psycholi" - jak określał eko-aktywistów. Limbaugh szybko stał się rozpoznawalny dzięki oryginalnemu sposobowi prowadzenia audycji. Prawie nigdy nie zapraszał bowiem żadnych gości do studia. Był tylko on, mikrofon i jego radykalnie antylewicowe poglądy. Na początku lat 90-tych Limbaugh osiągnął również sukces na rynku wydawniczym swoimi bestsellerami: The Way Things Ought to Be oraz See, I Told You So. Daniel Henninger napisał w "Wall Street Journal", że "Ronald Reagan zburzył Mur berliński w 1987 roku, a Rush Limbaugh był pierwszym człowiekiem, który zadeklarował, że został uwolniony od muru berlińskiego liberalnych mediów". Zresztą to właśnie Ronaldowi Reaganowi gwiazda radia powinna dziękować za rozkwit swojej kariery. Prezydent w 1987 roku zwolnił nadawców z tzw. doktryny fairness, czyli ustawowego obowiązku przedstawiania poglądów obu stron sporu. Ta wolność zaowocowała wysypem "talk-radios", które stały się domeną prawicy. Oczywiście lewica również miała swojego showmana - Howarda Sterna, który zasłynął z tego, że podczas programu na żywo doprowadził do orgazmu swoją słuchaczkę. Innym razem opowiadał o pływających w toalecie zwłokach swojego dziecka, które kilka dni wcześniej poroniła jego żona. Zapraszał również do studia najróżniejszych dewiantów seksualnych, robił konkursy na najmniejszego penisa, największe hemoroidy czy takie programy, w których ojcowie musieli rozbierać przed nim do naga swoje córki. Odpowiedzią na szokujący i libertyński styl Howarda Sterna stał się więc Rush Limbaugh, który szybko rozszerzał swoje wpływy, w czym niewątpliwie pomogła mu prezydentura Billa Clintona. Największą bowiem publikę Rush zdobył w czasie seks skandalu prezydenta USA, z Monicą Lewinsky w roli głównej. Limbaugh niemal w każdym swoim programie nawoływał do postawienia Clintona w stan impeachmentu i robił to z prawdziwym ogniem w głosie, mówiąc m. in. że Hillary Clinton powinna trzymać jądra męża w szkatułce. Styl radiowca nie zmienił się do dziś. Gdy media ujawniły klika tygodni temu, że noblista Al Gore (wiceprezydent w administracji Clintona) zmuszał masażystkę do seksualnych czynności, Rush powiedział na antenie: "Jakoś nie mogę w to uwierzyć. Jak można masować drewno. Przecież ten facet to drzewo. Widać, że wybory w 2000 roku naprawdę mu zaszkodziły. Stracił nie tylko rozum, ale także majtki".

Między 1993 a 1996 rokiem Limbaugh prowadził również własny program telewizyjny, w którym doprowadzał do szału liberalne elity USA. - Czy zauważyliście, że większość przestępców przypomina Jesse Jacksona (lewicowy, czarnoskóry polityk - przyp. Ł.A.)? – powiedział w jednym z programów. Przez lata kpił w nich ze wszystkich świętości liberałów. Nelsona Mandelę nazywał komunistycznym kacykiem, ekologów "popaprańcami", natomiast protestujących przeciwko rządom Busha anty-Amerykanami, antykapitalistami i marksistowskimi komuchami. Ten język nie przeszkodził mu podpisać w 2008 roku kontraktu z Clear Channel, opiewającego na niebagatelną sumę 400 milionów dolarów. Dzisiaj nadawany z Florydy "The Rush Limbaugh Show" transmituje ponad 600 lokalnych stacji radiowych na terytorium całego USA. Program ma 14 mln słuchaczy, 33 mln dol. dochodu rocznie i jest najważniejszym antyobamowskim programem w USA, którego Demokraci naprawdę się boją. Wiele osób uważa, że to dzięki bezkompromisowej walce Limbaugh z administracją Clintona, Republikanie odzyskali w 1994 roku większość w Kongresie. Coś w tym musi być, skoro podziękowania złożył mu sam Ronald Reagan, pisząc w National Review: " Drogi Rush. Dziękuję za wszystko, co zrobiłeś dla promocji republikańskich i konserwatywnych wartości. Zawsze oddany. Ron". Wawrzyniec Smoczyński napisał w lewicowej "Polityce", że "Wpływ radiowca wzrósł niepomiernie – dla amerykańskich mas jego program jest dziś tym, czym »New York Times« dla elit. Limbaugh kształtuje poglądy przeciętnych Amerykanów i upuszcza im żółci: niechęć do elit, nieufność wobec władzy i wściekłość na media. Do pewnego stopnia jest więc wentylem bezpieczeństwa amerykańskiej demokracji, reguluje bowiem gospodarkę hormonalną konserwatystów. Kłopot tylko w tym, że ten wentyl brzmi dziś głośniej niż oficjalna tuba prawicy". Nawet z tego fragmentu tekstu widać, jaką niechęcią darzy Limbaugh lewica - nawet ta w krajach postkomunistycznych. Co dopiero mówić o lewicy amerykańskiej, która nazywa go faszystą, rasistą, homofobem (do niedawna), męskim szowinistą etc. Skala nienawiści w stosunku do Limbaugh jest większa niż jej polska odmiana, którą sączą "ludzie na pewnym poziomie" w stosunku do Kaczyńskiego, Korwina-Mikke i Jurka razem wziętych.

Anty-Obama show

- Mam nadzieję, że on upadnie. Nie możemy ciągle go wspierać tylko dlatego, że jest murzynem - tak wybór Baracka Obamy skomentował Limbaugh. Od wyboru najbardziej lewicowego senatora w historii USA na prezydenta radiowiec poświęcił się całkowicie zwalczaniu jego polityki. Limbaugh zarzucał Obamie, że ten wykształcił się tylko dzięki akcji afirmacyjnej (czyli rasowych parytetach), jest muzułmaninem, który nie będzie umiał prowadzić wojny z terroryzmem i "zachowuje się jak despota w jakimś afrykańskim kraju". Radiowiec bez przerwy nazywa Obamę nazistą, komunistą czy totalitarystą. Sam Obama publicznie nawoływał, by Republikanie przestali słuchać Limbaugh, bo czeka ich nowa wojna kulturowa. Jednak radiowiec nie przestał punktować rządów ulubieńca światowych elit. - On chce, by ludzie żyli w strachu, w lęku i w kryzysie, obawiając się najgorszego każdego dnia, ponieważ to otwiera drogę zamiarom prezydenta Obamy i jego ekipy, by pojawić się z odpowiedziami na dręczące ludzi pytania, które są skrajnymi pomyłkami, udowodnionymi historycznie. Nie ma to jednak znaczenia. Oni będą mieć nad wszystkim kontrolę, kiedy to już się skończy - powiedział na zjeździe konserwatystów.

Limbaugh kilkakrotnie dał również słuchaczom poznać swoje poglądy dotyczące aborcji. W jednym ze swoich programów zwolenników aborcji nazwał nazistami. Dostało się Hillary Clinton, która według niego jest "feminazistką". - Całe to Planned Parenthood to banda wariatów, którzy chcą, by jak najwięcej dzieci było zabijanych. Oni wszyscy powariowali! Co jest złego w tym, by oddać niechciane dziecko do adopcji? Feminazistki chcą jednak więcej aborcji, więcej i więcej - powiedział w jednym z programów. Limbaugh nie ma jednak żadnych zahamowań w krytyce swoich oponentów. Nie odpuszcza nawet śmiertelnie chorym ludziom. Gdy cierpiący na Parkinsona aktor Michael J. Fox wystąpił w telewizji z apelem o możliwość robienia eksperymentów z komórkami macierzystymi w celu znalezienia lekarstwa na jego chorobę, Limbaugh wyśmiał go, mówiąc, że Fox nienaturalnie się trząsł w studio, co świadczy o tym, że albo nie wziął tabletek albo świetnie grał. Rozpętał się wielki skandal, za który radiowiec jednak nie przeprosił aktora.

Nie ulega wątpliwości, że Limbaugh czasami przekraczał również cienką linię między byciem charyzmatycznym ideologiem a propagandystą partyjnym. Za rządów George’a Busha popierał on tortury w Abu Ghraib i przekonywał, że są czymś podobnym do inicjacyjnych procedur w elitarnej organizacji studenckiej "Skull and Bones" na Uniwersytecie Yale. Natomiast kraje, które odmówiły udziału w wojnie w Iraku, nazwał "eurołajzami". Innym razem, w kampanii prezydenckiej, wpadł na ciekawy pomysł (znany jako Operacja Chaos), by Republikanie rejestrowali się jako Demokraci i głosowali w prawyborach na Hillary Clinton, aby uniemożliwić wybór Obamy.

Nadęty konserwatysta?

Niektórzy przeciwnicy Limbaugh z prawej strony sceny politycznej mówią, że jest on "nadętym" konserwatystą, który udaje, by zarabiać miliony na swoich populistycznych i skandalicznych programach. Faktem jest, że ostatnia wypowiedź Rusha Limbaugh o związkach homoseksualnych jest szokująca i może potwierdzać opinię o farbowanym konserwatyzmie gwiazdora. Nie tak dawno bowiem radiowiec drwił sobie z homoseksualistów w sposób bardzo drastyczny. - Jeśli homoseksualista odwróci się do ciebie plecami, nie traktuj tego jako obrazy, ale jako zaproszenie - mówił rok temu na antenie. Innym razem gwiazdor zaszokował publiczność mówiąc: "Gdyby się okazało, że istnieje gen, który powoduje, że człowiek jest homoseksualistą, to wiele kobiet zapewne po dowiedzeniu się podczas badań, że jej dziecko będzie homoseksualne, zdecydowałoby się na aborcję. Wtedy środowiska gejowskie zrobiłyby woltę o 180 stopni w kwestii aborcji i stałyby się pro-life".

Co więc się stało, że Limbaugh powiedział nagle, iż popiera związki partnerskie tak samo jak Elton John, który grał na jego weselu? Może warto właśnie zacząć od kwestii małżeństw Limbaugh. Wesele, na którym grał czołowy aktywista homoseksualny, było czwartym w życiu radiowego gwiazdora. Z żadną z poślubionych kobiet Limbaugh nie miał dzieci. Trudno w świetle jego zamiłowania do zmieniania żon jak rękawiczki nazywać go w takim razie prawdziwym konserwatystą. Na dodatek w jednej ze swoich książek napisał: "Wierzę w silne, wielopokoleniowe rodzinne wartości. Tylko silna i trwała rodzina może zbudować społeczeństwo". Jak to się ma do jego własnego życia rodzinnego?

Limbaugh był wychowany w rodzinie metodystów. Jednak nigdy specjalnie nie ukrywał swoich grzechów. To akurat łączy go trochę z Melem Gibsonem, który również podkreślał świętość rodziny, po czym zostawił żonę i siedmioro dzieci. Jednak nie tylko niepoukładane życie małżeńskie osłabia wizerunek Limbaugh jako czołowego konserwatysty USA. W 2003 roku policja zatrzymała radiowca pod zarzutem nielegalnego zakupu leków. Tabloid "National Enquirer" ujawnił, że Limbaugh jest lekomanem. Kiedy wszyscy myśleli, że jest to już upadek wielkiego pogromcy lewicy, Rush wyjawił w swoim programie, że jest uzależniony od przeciwbólowych leków i zamierza iść na odwyk. Gdy w 2006 roku prokuratura postawiła go w stan oskarżenia, Limbaugh poszedł na ugodę – w zamian za umorzenie sprawy pokrył koszty dochodzenia i zgodził się na terapię. To jednak nie był koniec problemów radiowca. W 2007 roku złapano go z kupioną na nazwisko innego mężczyzny viagrą. Wytłumaczył się, że recepta była wypisana na jego lekarza, żeby jakiś wścibski farmaceuta nie powiadomił mediów. Potem kpił w swoim show, że lekarstwo dostał w bibliotece prezydenckiej Clintona i nie rozumie, jakim cudem w jego samolocie znalazła się walizka polityka Boba Dole’a, który niegdyś reklamował lek na potencje. Lekomania gwiazdora była jednak o tyle dla niego kłopotliwa, że niejednokrotnie sam walczył na antenie z narkomanią, dworując sobie z narkomanów.

Jednakże wypowiedź Limbaugh dotycząca homoseksualistów uderza we wszystko, co do tej pory głosił i jego słuchacze mogą zadać sobie pytanie - czy ten facet naprawdę nosi maskę konserwatysty, bo zarabia na tym setki milionów dolarów? Radiowiec broni się, że nie poprze nigdy małżeństw homoseksualnych. "Limbaugh i inni konserwatyści, którzy popierają związki partnerskie homoseksualistów, powinni pamiętać, że jakakolwiek legalizacja związków jednopłciowych doprowadzi do zniszczenia instytucji rodziny poprzez legalizację małżeństw homoseksualnych" - zauważa jednak na portalu LifeSiteNews John-Henry Westen. Z drugiej strony Elton John również został bardzo mocno skrytykowany za występ (za który zainkasował milion dolarów) na weselu Limbaugh. Środowiska homoseksualne nazwały go nawet "sprzedajną dziwką". Elton John broni się, że on "buduje mosty, a nie je pali".

Czy to samo próbuje robić Rush Limbaugh? Czy może raczej chodzi o to, że tradycyjna konserwatywna prawica ma coraz mniej do powiedzenia w amerykańskiej polityce? Kandydat w ostatnich wyborach prezydenckich z ramienia Republikanów, John McCain, z konserwatyzmem ma niewiele wspólnego. Tak samo, jak legendarny Rudolph Giuliani, który jako prawicowiec popiera aborcję. Czy można to samo powiedzieć o Limbaugh, jak chcieliby niektórzy prawicowi komentatorzy? Niektórzy zwracają uwagę, że 58-letni radiowiec tak naprawdę zawsze do homoseksualistów czuł pewną słabość, bowiem człowiek, który pomógł mu w karierze, Norm Woodruff, był homoseksualistą, który zmarł na AIDS. A może jednak to kolejny celowo wywołany skandal, by opinia publiczna przypomniała sobie o Rushu, którego rozpiera ego? W lutym 2009 roku na otwarciu zjazdu Partii Republikańskiej Limbaugh opowiedział kawał: "Larry King (gwiazda CNN - przyp. Ł.A.) umarł i poszedł do nieba. Przy bramie spotyka św. Piotra. Witaj Larry, pozwól, że cię oprowadzę – mówi św. Piotr. - Mam tylko jedno pytanie: czy jest tutaj Rush Limbaugh? – pyta King. – Nie, nie, zostało mu jeszcze sporo czasu – odpowiada św. Piotr. Spacerują sobie zatem po niebie, apostoł pokazuje "królowi wywiadu" kolejne piękne sale, aż w końcu wchodzą do największej, z ogromnym tronem. Nad nim unosi się piękny, migający neon z napisem "Rush Limbaugh". – Przecież mówiłeś, że go tu nie ma?! – pyta King. – Bo nie ma. To pokój Pana Boga. On tylko myśli, że jest Rushem Limbaugh".

Może właśnie w tym tkwi sekret skandali Rusha Limbaugh?

Łukasz Adamski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »