Pandemia koronawirusa jest z nami już od ponad roku. W tym czasie przeżywaliśmy okresy „łagodniejsze” i „szczyty” kolejnych fal pandemii. Te najtrudniejsze okresy przypadały zawsze na najważniejsze święta chrześcijan. Pierwszy raz na Wielkanoc w ub. roku, drugi na Boże Narodzenie i obecnie trzeci, znowu na Wielkanoc. Zdaniem Roberta Bąkiewicza to nie przypadek.
- „Istnieje pewna korelacja czasowa. Przypadkowo szczyt pandemii przypada zawsze na najważniejsze święta katolickie. Czy komuś zależy na dechrystianizacji Polski?”
- napisał na Twitterze prezes Stowarzyszenia Marszu Niepodległości.
Pod wpisem natychmiast pojawiła się fala hejtu, najpewniej tych samych autorów, którzy atakowali Bąkiewicza jesienią, kiedy odważnie stanął w obronie kościołów dewastowanych przez aktywistów tzw. „Strajku Kobiet”. Ta korelacja czasowa wydaje się jednak rzeczywiście wyjątkowo intrygująca.
W ub. roku przed Wielkanocą rząd wprowadził w kościołach limit, wedle którego jednocześnie mogło przebywać w nich zaledwie pięć osób. Chrześcijanie przeżywali Paschę zamknięci w domach. Obecnie w świątyni może przebywać jednocześnie jedna osoba na 15 metrów kwadratowych. Jutro rządzący mają jednak ogłosić zaostrzenie obostrzeń, być może również tych dot. życia religijnego. Dziś z szefem resortu zdrowia spotkał się sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski bp Artur Miziński. Owocem spotkania jest WSPÓLNY KOMUNIKAT, w którym minister wraz z biskupem apelują o przestrzeganie restrykcji sanitarnych.
kak/Twitter, wPolityce.pl
