Zaledwie kilka godzin temu pisałem na łamach tego portalu o przewidywalnych reperkusjach bezprzykładnej nagonki lewicy po wydarzeniach w Ełku. Wyraziłem przypuszczenie, że bezpardonowe obrażanie całego polskiego narodu i oskarżanie go o rasizm i ksenofobie przez rozmaite łże-autorytety spowoduje nic innego, jak tylko zaostrzenie nastrojów. Środowiska narodowe czy też mówiąc brutalnie kibolskie ataki swoich ideowych wrogów uznają tylko za zachętę do kolejnych ekscesów.

Nie trzeba było długo czekać na ziszczenie tego scenariusza… Media informują, że doszło dziś do ataku na bar z kebabami we Wrocławiu. W mieście tym, jak wiadomo, grupy narodowe są bardzo silne. To tam przecież doszło w 2015 roku do głośnego incydentu ze spaleniem kukły Żyda, co stało się asumptem do medialnego atakowania Polski na całym świecie za rzekomy antysemityzm. Teraz jakiś nadgorliwiec wrzucił do prowadzonego przez Egipcjanina lokalu butelkę z benzyną. Tym razem nikomu nic się nie stało.

Gdyby nie rozdmuchanie sprawy Ełku i niewspółmierne do skali problemu ataki lewicy na demonstrujących w tym mieście przeciwko islamowi ludzi, do ataku we Wrocławiu najprawdopodobniej nigdy by nie doszło. Jeżeli lewica nie pójdzie po rozum do głowy i nadal zamiast rozmawiać, będzie wyłącznie obrażać i bezpodstawnie oskarżać, pojawią się nowe, mało dotąd obecne w Polsce problemy. Nieustanne opluwanie polskości w kraju i za granicą już rodzi fatalne owoce – i bez cienia wątplwości zrodzi jeszcze gorsze, dając wspaniałe paliwo rozmaitym rzekomo prawicowym ekstremistom. Tak oto widać, jak antypolska jest w gruncie rzeczy strategia obrana przez środowiska odsunięte w 2015 roku od władzy. Piętnować ekscesy oczywiście trzeba, ale nigdy manipulując, obrażając i łżąc w żywe oczy, tak, jak ma to miejsce dzisiaj. To ostatni dzwonek, by się opamiętać.

Paweł Chmielewski