Analitycy oczekują opublikowania danych dotyczących spisu narodowego za rok 2009. Przewiduje się, że liczba osób żyjących poniżej minimum socjalnego wzrośnie z 13,2 proc. do 15 proc. Jeżeli te dane się potwierdzą, oznaczać to będzie, że 45 mln ludzi w kraju doznaje biedy. Już teraz specjaliści prognozują, że może to być najwyższy wzrost, odkąd rząd prowadzi statystyki na ten temat, czyli od roku 1959. Poprzedni wzrost liczby osób żyjących poniżej minimum socjalnego w USA odnotowano w 1980 roku, w czasie kryzysu energetycznego. Dotyczył on 13 proc. społeczeństwa
Demografowie spodziewają się, że w niedalekiej przyszłości wzrośnie wskaźnik ubóstwa dzieci z 19 do 20 proc. Problem dotyczy dzieci wywodzących się przede wszystkim z rodzin afroamerykańskich i latynoamerykańskich, gdyż w nie w pierwszej kolejności uderza bezrobocie.
W ubiegłym tygodniu prezydent Obama mówił na konferencji prasowej, że jedynym sposobem walki z ubóstwem jest przyspieszenie wzrostu gospodarczego i stworzenie wystarczającej liczby miejsc pracy: - Jeśli będziemy rozwijać gospodarkę szybciej i tworzyć więcej miejsc pracy, wtedy każdy zostanie wciągnięty w pozytywny cykl rozwoju - przekonywał lewicowy prezydent. Wiliam Galston, krajowy doradca ds. polityki wewnętrznej za czasów prezydentury Billa Clintona ma nadzieję, że partie nie będą wszczynać alarmu i wzajemnie obrzucać się winą za trudną sytuację ludzi ubogich. Jednak część komentatorów uważa, ze coraz mocniejsze wejście na scenę polityczną wolnorynkowej Tea Party i spadek zaufania do Obamy pokazują odwracanie się Amerykanów od socjalnej polityki prezydenta USA i może się to przełożyć na rodzaj walki z kryzysem i ubóstwem po najbliższych wyborach do Kongresu.
Ł.A/PiotrSkarga/CatholicOnline/
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

