„Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia miało przygotować informatyczną rewolucję w administrowaniu służbą zdrowia. „DGP” dotarł do kolejnych informacji, które wskazują, że projekt skończy się wielką klapą. Ostatnia, wciąż trwająca kontrola – tym razem prowadzona przez Władzę Wdrażającą Programy Europejskie – wykazała nieprawidłowości i opóźnienia w realizacji projektu. Chodzi o platformę gromadzącą dane medyczne, finansowaną z funduszy unijnych”- czytamy w „DGP”. Według gazety po tym jak ujawniła ona bardzo krytyczny wobec CSIOZ raport NIK, wyjaśnień od Ministerstwa Rozwoju Regionalnego zażądała Komisja Europejska. Szef CSIOZ Leszek Sikorski musiał się tłumaczyć z nieprawidłowości, a tych jest wiele.
Podczas ostatniej kontroli przeprowadzonej przez NIK kontrolerzy wytykali CSIOZ opóźnienia (do 2008 roku miała powstać możliwość internetowego umawiania wizyt, system taki nie powstał w ogóle), nieprawidłowości przy przetargach (konflikt interesów, umowy z wolnej ręki, które powinny być prowadzone w ramach konkursów), brak pracowników merytorycznych, którzy by mogli monitorować projekt informatyczny. „W ostatnim raporcie UZP, do którego dotarliśmy, urząd zarzuca, że CSIOZ w ogóle nie miał prawa w przypadku zamówienia na 327 tys. z firmą doradczą Milstar dokonywać zamówień z wolnej ręki. – Zgodnie z ustawą zamawiający powinien był zastosować konkurencyjny tryb przetargu – napisali autorzy kontroli z UZP- czytamy w „DGP”.
Z kontroli Ministerstwa Zdrowia wynikało, że CSIOZ zawarł 20 umów na ekspertyzy za blisko 900 tys. złotych i przy żadnym nie prowadził postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Jak stwierdzili kontrolerzy – ceny były specjalnie zaniżane, aby CSIOZ mógł ominąć ustawę Prawo o zamówieniach publicznych. Mimo licznych doniesień o sprawie, ministerstwo zdrowia nic nie robiło w tej kwestii. „Ministerstwo wie, że siedzi na tykającej bombie i będzie się musiało tłumaczyć, co się stało z projektem za blisko miliard złotych. Ale nic nie robi. Jedynym, kto mógłby zareagować, jest nowy minister. Ma jeszcze szansę – mówi dziennikowi jeden z byłych pracowników.
Ł.A/Dziennik Gazeta Prawna

