Oczywiście nie zrobił tego wprost, ale przy okazji omawiania „newsa” o rzekomym telefonie Ojca świętego do pozostającej w związku z rozwodnikiem, a chcącej przystępować do komunii świętej Argentynki Jacqueliny Sabetty. W jej trakcie – wedle wspomnianego już „Faktu” - papież miał nie tylko powiedzieć jej, że „odpuszcza jej grzechy”, i że nie powinna się ona przejmować rozwodem, a spokojnie przystępować do komunii świętej, ale również miał powiedzieć zdanie jeszcze badziej skandaliczne. - W Watykanie od dawna rozważamy ten problem, gdyż rozwiedziona osoba, przyjmując komunię, nie czyni nikomu krzywdy. Odrobina chleba i wina nikomu nie szkodzi – miał powiedzieć swojej uradowanej rodaczce Franciszek
I już tylko te słowa pozwalają stwierdzić, że cała historia jest bzdurą i wymysłem. Papież, który o Eucharystii, czyli o Ciele i Krwi mówiłby jako o „odrobinie chleba i wina” nie byłby katolikiem, a Franciszek nieustannie przypomina nie tylko o tym, że jest wiernym synem Kościoła, ale też o tym, jak ważną rolę pełni w życiu chrześcijanina Eucharystia. Opinia o „odrobinie chleba i wina” nie przeszłaby przez gardło zresztą nie tylko wierzącemu katolikowi, ale też prawosławnemu, a nawet luteraninowi. Wszystkie bowiem te wyznania uznają realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Kalwinista powiedziałby o obecności duchowej, ale i dla niego Eucharystia nie jest „drobiną chleba i wina”. Być może podpisaliby się pod rzekomymi słowami papieskiemi skrajni zwinglianie, ale nic nie wskazuje na to, by Ojciec święty był zwolennikiem teologii zwingliańskiej, i to w jej najbardziej wulgarnym wydaniu.
Szkoda tylko, że przez takie „informacje” buduje się wrażenie rewolucji... i w istocie oczernia Ojca Świętego, budując absolutnie fałszywe wrażenie, że nie jest on katolikiem.
Tomasz P. Terlikowski
