Informacje o pornograficznym filmie twórcy takich arcydzieł jak „Melancholia”, „Przełamując fale” czy serialu „Królestwo” pojawiały się od jakiegoś czasu. W swoim nowym dziele zatytułowanym "Nymphomaniac", duński reżyser-skandalista przyjrzy się życiu erotycznemu pewnej kobiety, od momentu jej narodzin do pięćdziesiątki. Jedna wersja filmu będzie czystą pornografią, zaś druga- bez „zbliżeń”, trafi do kin.  Główną rolę twórca „Idiotów” powierzył Charlotte Gainsbourg, która zagrała już makabryczne sceny w jednym z najbardziej porąbanych filmów jakie powstały w XX wieku- „Antychryście”, który Von Trier zrobił w stanie ciężkiej depresji.  W tym „horrorze”, który został wygwizdany w Cannes, Gainsbourg partnerował amerykański gwiazdor  William Dafoe ( „Pluton”, „Ostatnie kuszenie Chrystusa), z którym aktorka zagrała…kilka scen porno.  Francuzka dostała za swoją rolę Złotą Palmę, mimo tego, że film został zmieszany z błotem przez krytykę.  Teraz piękna i chimeryczna artystka wcieli się w „wyzwoloną  seksualnie pięćdziesiątkę”. „Jeśli porozmawiasz z kobietą po 50. albo 60., która prowadziła lub prowadzi z aktywne życie seksualne, uświadomisz sobie, jak brudne mogą być kobiece myśli” - przekonywał w jednym z wywiadów Von Trier, który od lat głosi swoje przywiązanie do pornografii. „Próbuję napisać scenariusz o erotycznej ewolucji kobiety. To będzie czterogodzinny film porno. Znowu inspirowany de Sade’em – od szlachetnej Justyny do „złej” Julietty.(...) Tym razem mam trudniej – erotyzm kobiet jest jednak zupełnie inny niż mężczyzn”- mówił rok temu w wywiadzie dla „Dużego Formatu” reżyser.


 

Von Trier ma na swoim koncie ponad 20 filmów i uważany jest za jednego z najbardziej kontrowersyjnych reżyserów na świecie. "Nimfomanka" ma być jego najodważniejszym obrazem. Szykuje się więc kolejny skandal i przekroczenie filmowych granic. Von Trier, który od lat leczy się z depresji i wielu fobii ( nie lata np. samolotami do USA mimo, że zrobił dwa filmy o tym kraju z hollywoodzkimi gwiazdami takimi jak Nicole Kidman, która zagrała w fenomenalnym „Dogville”) jest znany z prowokowania wszystkich środowisk od lewa do prawa. Jest również osobą kompletnie niepoprawną politycznie i nieobliczalną. Sam pozbawił się Złotej Palmy za swój najwybitniejszy film „Melancholia”, gdy na konferencji prasowej powiedział: „Chciałem być Żydem. Potem odkryłem, że tak naprawdę jestem nazistą, ponieważ, jak wiecie, członkowie mojej rodziny byli Niemcami. (...) Co mogę powiedzieć? Rozumiem Hitlera, ale myślę, że robił złe rzeczy, tak, absolutnie. Mogę sobie wyobrazić, jak siedzi na końcu w swoim bunkrze. On nie jest tym, kogo można nazwać dobrym człowiekiem, ale trochę go rozumiem i troszkę mu współczuję”. Rozpętał się skandal i reżysera wyrzucono z festiwalu w Cannes. Czy i tym razem reżyser zostanie potępiony nawet przez lewicowych krytyków? Czytając jego wypowiedzi dotyczące nowego filmu można tak przypuszczać. „Ze wszystkich bohaterek zawsze najbliższa mi była Justyna. Nikt tak jak de Sade nie potrafił opisywać kobiet, które były męską fantazją, ale fantazją zadziwiająco wiarygodną: psychologicznie i erotycznie. Poza tym miał w sobie kapitalną ironię. Może dlatego, że większość życia spędził w więzieniach? Jest w jego książkach coś bardzo francuskiego – dużo seksu i dużo filozofii. Nie ma lepszego połączenia”- mówił reżyser w „DF”. Zdaje się, że tym razem feministki nie wybaczą twórcy fascynacji de Sadem, który jest „wzorem” mizoginizmu i męskiego, perwersyjnego szowinizmu. Z drugiej strony mamy coraz więcej feministek, które wywalają „joni” nawet kosztem sprostytuowania kobiet.  Może więc duński reżyser stanie się idolem niektórych „obrończyń wyzwolonych” kobiet spod znaku naszej polskiej Manueli?  


Łukasz Adamski