Film o "aniołkach prezesa" Jarosława Kaczyńskiego TVP emitowała dwukrotnie. Pierwszy raz w poniedziałek, drugi w czwartek. Jako podkład muzyczny do filmu wykorzystano utwór łódzkiej wokalistki Gosi Fruzińskiej i jej zespołu FRU.


- Nie zgadzam się, by bez mojej wiedzy i zgody utwór napisany przeze mnie i Piotrka Adamusa był podkładem dla przesyconych PiS-owską ideologią wypowiedzi - oburza się Gosia Fruzińska.


- Stanowczo odcinam się od wszelkich ekstremizmów. Świadomie dążę do tego, by to, co robię, kojarzone było raczej z kulturowym eklektyzmem, niż nacjonalizmem. Bliżej mi do filozofii kabalistycznej, niż do skrajnej prawicy. Intro na mojej płycie, zaśpiewane zostało przez izraelskiego wokalistę; ja sama uprawiam astrologię i medytuję nad kartami tarota. Nie wiem, czy producenci reportażu zdawali sobie z tego sprawę. Nawet, jeśli wykorzystany kawałek stanowił zaledwie kilkanaście sekund programu, uważam, że zostałam zaszufladkowana i podpisana pod nie swoim przesłaniem - denerwuje Gosia Fruzińska.


Jednak utwór został wykorzystany zgodnie z prawem. Andrzej Horubała z producenckiej spółki Rewolta, która realizowała materiał o aniołkach prezesa PiS mówi, że do wykorzystania muzyki w reportażu nie potrzebna jest zgoda artysty. Wystarczy, że został opłacony ZAiKS. - Jeśli byłaby to reklama jakiejś partii lub agitacja polityczna, wówczas musielibyśmy uzgodnić ten fakt z artystą. W przypadku reportażu nie - wyjaśnia Horubała. 

 

eMBe/GazetaŁódź