- Szkoda, że odchodzą osoby, dzięki którym polska literatura jest na świecie znana i ceniona. Miłosz, Szymborska to były jednak nazwiska rozpoznawalne. Jest Zagajewski, Barańczak, ale inni nowi się jeszcze nie pojawiły. Nie wiem czy pozostawiła po sobie szczególny ślad, który byłby porównywalny do Herberta czy Miłosza. Ślad, który naprawdę mocno odciskał by się w polskiej literaturze.

 

Osobiście lubiłem w niej to, jak mówiła o rzeczach dużych, poprzez małe. Kojarzy mi się to z obserwacją nieba przez gałęzie. Odpowiadał mi ten sposób mówienia,  choć nie jestem jakimś szczególnym czytelnikiem jej twórczości. Ta twórczość jest ciepła, pochylając się nad różnymi ludzkimi słabościami.

 

Nie czytam jej wierszy z lat 50. Nie patrzę na nią przez tamtą twórczość. Była może wtedy młoda, może naiwna? Nie przeszkadzało mi to w odbiorze jej nowych wierszy - dodaje Koehler.

 

Not. Jarosław Wróblewski