Posłanka Joanna Mucha przekonywała swoje koleżanki do poparcia obywatelskiego projektu, który zapewnia kobietom połowę miejsc na listach wyborczych. Nie spotkała się jednak z wielkim zrozumieniem. Podobnie zresztą jak inna zwolenniczka parytetów Agnieszka-Kozłowska Rajewicz.
Ona z kolei przygotowała projekt ustawy, która gwarantuje kobietom 30 proc. miejsc na listach wyborczych. Jak poinformował „Dziennik Gazeta Prawna” w przyszłym tygodniu władze PO zdecydują, czy projekt Kozłowskiej-Rajewicz będzie zgłoszony jako inicjatywa całego klubu i czy przy głosowaniu będzie obowiązywała dyscyplina partyjna.
- Decyzja jeszcze nie zapadła – uciął pytania dziennika wiceszef PO Grzegorz Dolniak. A kobiety z partii Donalda Tuska dbają o swoje pozycje na własnym podwórku. Obowiązuje zasada, że jedno z trzech pierwszych miejsc na liście wyborczej musi dostać kobieta. Posłanki chcą to rozszerzyć na dwa z pięciu miejsc.
Za tydzień w Sejmie odbędzie się pierwsze czytanie projektu obywatelskiej ustawy o parytetach. Wcześniej jej gorące zwolenniczki z Kongresu Kobiet przygotowały razem z Fundacją Heinricha Boella, która jest związana z niemiecką Partią Zielonych, międzynarodową konferencję „Kobieta w polityce”. Konferencja bardziej niż dyskusję, w jaki sposób pomóc kobietom, które chcą działać w polityce, przypomina lobbing.
Konferencja odbędzie się w budynku Sejmu, a patronat nad nią objął marszałek Bronisław Komorowski. Aktywistki z Kongresu Kobiet zaprosiły też przewodniczącego PE Jerzego Buzka, który obok przedstawicielki niemieckiej fundacji ma tłumaczyć, ile dobra dla kobiet w Europie zrobiły parytety. Nie zaprosiły jednak żadnej z przedstawicielek ruchu społecznego skupionego wokół strony internetowej Parytety.pl.
Czyżby uznały, że np. prof. Jadwiga Staniszkis, prof. Barbara Fedyszak-Radziejowska, dr Monika Michaliszyn czy Joanna Potocka, sygnatariuszki listu przeciwko parytetom, mogłyby zburzyć misternie skonstruowany przekaz o zbawiennej roli parytetów dla życia kobiet?
mm
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

